english version

30-079 KRAKÓW, ul.Królewska 94
tel./fax 012 636-85-84
konto : ING Bank Śląski 68 1050 1445 1000 0022 7938 9890
e-mail : fson@idn.org.pl


 

Jarosław Roman    
 

 

Z ŻYCIA ŁĄKI



 


 

Na Łąkach Nowohuckich.

I

W pobliżu centrum Nowej Huty leżą Łąki Nowohuckie - ostoja ptactwa wodno-błotnego na resztkach pierwotnych bagien. Przed wzrokiem zwykłego przechodnia chroni je efektownie wyglądające obniżenie terenu. Jednak nad krawędzią niecki, szczególnie gdy fanfary dnia obwieszczają piękną pogodę, szeroko otwiera się brama na inną rzeczywistość, ukazując falujące na wietrze trzcinowiska przykryte biało-czerwoną flagą kwiatów, a gdzieniegdzie także zaroślami wierzbowymi oraz pojedynczymi olchami. Częścią wrót tej bramy są zdziczałe sady, w których całymi miesiącami stoi bagienna woda.
Tak ukształtowany krajobraz wpływa na zachowania zamieszkujących Łąki Nowohuckie tych zwierząt, których przodkowie zdradzili środowisko naturalne przechodząc na stronę miasta zupełnie nie przypuszczając, jak bardzo będzie im odtąd brakować przestrzeni życiowej. Większość z nich nadal zresztą żyje w mieście, gdzie tereny zielone powstały na bazie nasadzeń topoli, których gałęzie są naturalnymi drabinami dla rabusiów ptasich jaj.
Tymczasem na Łąkach Nowohuckich zamiast wysokich topól sroki zastały wiotkie i niskie wierzby uszate, rozłożyste wierzby kruche oraz niskopienne jabłonie, dlatego tu ich szanse dostania się do gniazd gołębi grzywaczy spadają do minimum. Srokom nie pozostaje więc nic innego, jak tylko przestawić się na dietę złożoną z rdzawych ślimaków luzytańskich, pędraków czy dżdżownic. Sprzyja to odtworzeniu normalnych stosunków między ptakami, toteż sroki i grzywacze chętnie przesiadują na jednym drzewie.
 
 

II

Inwazja gatunków miejskich nie ma, jak dotąd, większego wpływu na życie gatunków miejscowych. Leżąca poniżej poziomu Nowej Huty nadwiślańska niecka stwarza bowiem znakomite warunki do ich izolacji. Miejsce to jest więc po dziś dzień sceną dla niemal identycznych aktorów grających różne wersje tych samych przedstawień.
Głównymi bohaterami corocznych nowohuckich dramatów są po stronie roślin trzcinowiska i rośliny baldaszkowate. Najlepiej na scenie trzcinowisk radzi sobie derkacz. Ten gatunek żurawia o charakterystycznym głosie, przypominającym serię z karabinu maszynowego, jest aktorem niewidzialnym. To prawdziwy ptasi Indianin poruszający się bezszelestnie po trzcinowej puszczy w sobie tylko znany sposób. Na scenie trzcinowisk gra rolę mitycznego Echa.
Natomiast na centralnej scenie trzcinowiska, tuż przed oczyma wszelkiej latającej i biegającej publiczności, gra sztukmistrz i akrobata w jednym - wróbel trzcinny zwany potrzosem. Ten sobowtór wróbla dokładnie kopiuje typowe zachowania wróbli miejskich - nieustannie wdaje się w długotrwałe polemiki z innymi potrzosami. Ta zażarta wymiana poglądów nie kończy się nawet wtedy, kiedy nad trzcinowiskami zapada biała kurtyna zimy, a pozostali zwierzęcy obserwatorzy odlatują lub zapadają w sen zimowy. Spory te są bardzo emocjonalne, o czym świadczy nerwowe merdanie przez potrzosy ogonkami na wszystkie strony.
Na głębokim zapleczu, gdzie zwarte trzcinowisko rozpada się na szereg pojedynczych trzcin do połowy zanurzonych w mulistej wodzie, baraszkują brązowe chruściki z rodziny bagieńcowatych. Chruściki te wyglądają identycznie jak pospolite na Łąkach Nowohuckich brązowe motyle - przestrojniki trawniki. Jednak żaden motyl, przyzwyczajony do prowadzenia gry miłosnej w locie, nie wykorzysta trzciny do tego celu.
Rośliny baldaszkowate przeważnie nie obawiają się wpuścić na swoje baldachy kwiatowe wielu gatunków owadów naraz, ale czynią to w taki sposób, by nie dopuścić do samozapłodnienia lub, co gorsza, zapylenia pyłkiem innego gatunku. Już same rozmiary barszczy czy biedrzeńców sprawiają, że siadające na nich owady są z daleka widoczne przez bystrookie ptaki owadożerne. Z tego powodu owady nawet w trakcie spijania nektaru nie mogą zapominać o obronie przed ptakami, co bardzo utrudnia swobodne przemieszczanie się z kwiatka na kwiatek.
I tak na przykład jedna z największych osobliwości Łąk Nowohuckich motyl czerwończyk fiolecik - podczas spijania nektaru zamyka swe fioletowe skrzydełka jak książkę, przez co, pozornie zmniejszając swoje rozmiary, staje się dla ptaków niewidzialny. Gdy jednak odlatuje już z kwiatu , natychmiast odnajduje podobnego do siebie osobnika i łączy się z nim w locie. Inny czerwończyk - płomiennoczerwony nieparek - nie potrafi idealnie złożyć swych skrzydeł , dlatego stara się latać jak najbliżej ziemi i zanim wypatrzy jakąś baldaszkowatą roślinę, często znika w splątanym gąszczu dużych, zielonych liści.
Niektóre baldaszkowate - na przykład potocznik wąskolistny czy też kolejna nowohucka osobliwość - olszewnik kminkolistny są ściśle związane z trzmielami, w tym z endemicznym trzmielem białym. Wygląd tych roślin jest idealnie dopasowany do konkretnych gatunków trzmieli.
 
 

III

Mimo iż nowohuckie bagna to idealne miejsce na kryjówkę, szanse na przeżycie mają tu tylko zwierzęta posiadające liczne umiejętności wspomagające - odpowiednio szybkie w biegu i w locie, potrafiące zbudować sobie dodatkowe schronienie, podejmujące decyzje w ułamkach sekund oraz znające przyzwyczajenia miejscowej roślinności.
Rybitwa czarna, przygotowując się do życia w trzcinach w lipcu i sierpniu, uwzględnia w swym zachowaniu fakt, iż w tym czasie trzcinowiska powlekają się dzikim gatunkiem dyni zwanym przestępem dwupiennym, który nicią swych wąsów czepnych stopniowo zszywa poszczególne trzciny. Lata więc nad nimi małymi grupkami, ale tak, by grupki te sprawiały wrażenie ogromnego stada, po czym robi sobie krótki odpoczynek na pobliskim kikucie wyschniętego drzewa. Ptaki drapieżne i owadożerne, takie jak błotniak stawowy czy świerszczak, ukrywają się nie w trzcinach, ale raczej w wysokich wiechlinach, dostatecznie gęstych do zapewnienia im schronienia i równocześnie na tyle przerzedzonych, by móc przez cały czas obserwować swe potencjalne ofiary. W tej sytuacji czajkom brakuje już miejsca na ukrycie się. Dlatego osiedlają się one na otwartej przestrzeni wśród rdestów, składając jaja w zagłębieniach terenu. Od tego momentu wykazują się wielką gorliwością w walce o swe potomstwo. Pobudzając się wzajemnie oryginalnie brzmiącymi głosami usiłują odciągnąć ludzi od miejsc gniazdowania i krążą nad naszymi głowami.
Od sierpnia, gdy po zeszłorocznych trzcinach nie ma już śladu, wielkie zmagania między gatunkami stopniowo tracą na intensywności. Nad Łąkami Nowohuckimi teatr przyrody zamyka swoje podwoje dla zwiedzających. Aż do wiosny zapada kurtyna ciszy.
 
Kraków, wrzesień 2007 r.



 
Ojcowskie impresje

 
Zmienność kolei losu

Główny dopływ Prądnika - rzeka Sąspówka - jest tak wąska, że można byłoby wziąć rozbieg i postarać się ją przeskoczyć. Nad jej prawym brzegiem stoją w karnym szeregu wierzby, jesiony oraz osiki. Swobodnie dysponując swymi nasionami, rozprzestrzeniają się za ich pośrednictwem na coraz to nowe obszary, służąc mieszkającym tu bobrom za budulec.
Prawdziwym punktem odniesienia dla wszystkich rozgrywających się nad rzeką wydarzeń jest jednak przeszkoda terenowa - ni to próg rzeczny, ni to wodospad. Owa osobliwość sprawia, że rzeka pozornie zatrzymuje się nabierając sił przed skokiem w dół.
Życie w takim miejscu wydaje się być ciągłym kuszeniem losu. Nie zniechęca to jednak tych ojcowskich organizmów, które kochają przygodę i ryzyko. Rzece najwyraźniej imponuje taki wybór drogi życiowej.
Rdestnice jako pierwsze sprawdzają słuszność swego wyboru. Okazuje się, że ogromna siła uderzeniowa, jaka powstaje przy przeskoku wody przez nierówności terenowe, nie jest w stanie zniszczyć tych roślin. Może ona co najwyżej modelować ich kształty.
Brak gwarancji bezpieczeństwa i zupełna nieprzewidywalność rzecznego nurtu mobilizuje bobry do skutecznego działania. Nie zastanawiając się długo budują swoje żeremie w jedynym możliwym miejscu - tuż przed wodospadem.
Właśnie tu rzeka na chwilę wstrzymuje swój bieg.
Nie tylko prawidłowy wybór miejsca do budowy żeremia przesądził o tym, że bobry jako jedyne ojcowskie zwierzęta ujarzmiły dziką Sąspówkę. Świadczą o tym także liczne kładki przez rzekę wykonane przez nie z obalonych drzew.
A jeszcze ćwierć wieku temu możliwość zamieszkania bobrów w Ojcowie graniczyła z fantazją! Na uboczu głównego nurtu Sąspówki znajduje się małe rozlewisko. Panuje tu pozornie sielankowa atmosfera. Cały obszar pokryty jest rzęsą drobną. To mała, podobna do glonu, roślina okrytozalążkowa z korzeniami swobodnie unoszącymi się w toni wodnej. Niekontrolowany rozwój tej rośliny sprawia, że granica pomiędzy pobliską łąką i rzeką niespodziewanie zaciera się. Ułatwia to zamianę drobnej zwierzyny na kolejne ogniwo łańcucha pokarmowego - nie podejrzewające niczego owady toną w nurcie Sąspówki i stają się pokarmem dla ryb. Oto jedna z osobliwości Ojcowa: dzięki zmianom w krajobrazie drapieżnik staje się ofiarą (i na odwrót).
 
Myszołowy są zdeklarowanymi prześladowcami gryzoni. Wynika to z konieczności zdobycia przez nie pożywienia. Ta prozaiczna motywacja postępowania myszołowa wymaga od niego elastyczności działania, gdyż szanse obu stron na starcie nie są równe. Stroną, która w tej walce ma od początku przewagę, są gryzonie. Pokarmu roślinnego nie brakuje im nigdy, a to, co wśród ogromnej różnorodności nasion, kwiatów i korzeni ostatecznie wybiorą, jest jedynie kwestią ich indywidualnych gustów. Wysokie trawy zapewniają im też minimum bezpieczeństwa.
Tymczasem myszołów odpowiada za swoją rodzinę gnieżdżącą się na wysokiej sośnie w pobliżu Groty Łokietka. Przechytrzenie gryzoni staje się więc dla niego palącą koniecznością. Kilka wyuczonych przez niego technik łowieckich to stanowczo za mało. Myszołów musi najpierw ocenić odległość, jaka w danym momencie dzieli go od potencjalnych ofiar, toteż niewykluczone, że ptak przeprowadza w tym celu najprostsze obliczenia matematyczne.
Miałyby one odpowiedzieć na pytanie, czy w danym momencie sprawność skrzydeł drapieżcy przeważy nad szybkością ucieczki gryzonia do nory. Jego charakterystyczny, dostojny i majestatyczny lot ponad konarami drzew to właśnie ta wstępna faza działania, po której może nastąpić zarówno błyskawiczny atak na upatrzonego wcześniej gryzonia, jak też - najczęściej - rezygnacja i powrót do gniazda z nadzieją, że następnym razem się powiedzie.
Jednak nawet udane polowanie wcale nie jest równoznaczne z pełnym sukcesem, gdyż konkurencja potrafi bezlitośnie wykorzystać najdrobniejszy błąd łowcy.
Nie każdy ptak drapieżny chce się bowiem męczyć nad wypracowaniem własnej strategii łowów nie mając gwarancji sukcesu. Okazja pójścia na skróty nadarza się w chwili, gdy między udanym polowaniem a powrotem do gniazda myszołów zapragnie odpocząć na pierwszej lepszej gałęzi. Znalezione przeze mnie duże pióro łowcy może świadczyć o stoczeniu przez niego walki o zdobycz, ale równie dobrze o rodzinnych nieporozumieniach przy podziale łupu.
 
Nieobliczalność kaprysów przyrody nieożywionej zmusza przyrodę żywą do poszukiwania nieszablonowych rozwiązań. Właśnie dlatego w najbardziej mrocznych zakamarkach Ojcowskiego Parku Narodowego buki i jodły jednoczą swe siły. Ich pnie zespalają się albo udają, że są zespolone. Czynią to z takim mistrzostwem, że tylko bystre oczy mieszkających tu zwierząt lub badaczy przyrody mogą dojrzeć z bliska niewielkie luki między pniami starych drzew.
Natomiast korony tych drzew, nie chcąc narazić się na bezpośrednie działanie wiatru, splotły się nawzajem tworząc rozmaite struktury: łuki triumfalne, samodzielne bądź stykające się obwodami okręgi, bocianie gniazda, a nawet "mrówcze autostrady". System ten nieźle się sprawdza od lat - wiatr przecina bowiem na dwie części akurat te drzewa, które leżą nieco na uboczu lub te, które nie zdążyły jeszcze na tyle urosnąć, by wejść w ścisłe związki z innymi drzewami. To ciekawe rozwiązanie biotechniczne pomaga również ptakom śpiewającym, na przykład słowikom, dobrze się ukryć przed okiem niewtajemniczonych.
 

Historia w służbie Ojcowa

Na terenie Ojcowskiego Parku Narodowego wszystkie wydarzenia z przeszłości mają dla żyjących tu organizmów znaczenie użytkowe. Drapieżniki muszą przecież umieć wyciągać wnioski ze swoich wcześniejszych działań, aby udoskonalać swe techniki łowieckie, a potomkowie ich ofiar gromadzą w zbiorowej pamięci wcześniejsze sposoby działania drapieżcy, aby nie dać się zaskoczyć w podobny co ich poprzednicy sposób.
Historia wpływa też na wybór przez zwierzęta swych siedzib - nigdy nie osiedlają się one, na przykład, na styku ścierania się żywiołów jak jary czy wąwozy.
Dla roślin natomiast istotne znaczenie ma ukształtowany przez historię współczesny wygląd konkretnej skały. Ta skała, która posiada wyszczerbienia o kształcie bunkra, znakomicie nadaje się do zasiedlenia przez śliwę tarninę. Natomiast skała, która wskutek erozji przypomina dziś duży pięściak używany przez ludy pierwotne do polowań, pasuje idealnie do systemu korzeniowego jesionów.
Dla jesionu skała nie jest wymarzonym środowiskiem życia. Co jednak czynić, gdy w zwartych połaciach jesionowych drzewostanów panuje taki tłok, że nawet radykalne metody oszczędzania przestrzeni poprzez późne wypuszczanie liści w niczym już pomóc nie mogą?
Chyba tylko dążyć ku słońcu, znajdując taką skałę, której historia dała szansę wybicia się ponad górną granicę dzisiejszych ojcowskich lasów.
Ze skałą, która ma za sobą tak burzliwą historię, że omal nie rozpadła się pod jej ciężarem, jesion musi postępować delikatnie: jak najdłużej powstrzymywać się przed wypuszczeniem liści oraz jak najszybciej zrzucić swe nasiona na pobliską łąkę. Dopiero wtedy pojawia się szansa, że jesion taki stanie się podziwianą przez turystów osobliwością.
Podstawową zaletą zasady, że historia ma służyć jedynie bieżącej walce o przetrwanie, jest uwolnienie przyrody od balastu przeszłości, który tak bardzo ciąży nam, ludziom. Działalność bobrów w Ojcowskim Parku Narodowym narusza tę zasadę, gdyż bobry jako jedyne zwierzęta potrafią świadomie przekształcać środowisko dla stworzenia alternatywy ludzkiej cywilizacji. Do zrealizowania tego celu wystarcza przeciętna długość życia jednego bobra.
Skoro tak, to bóbr musi doskonale pamiętać, jak wyglądało środowisko przed rozpoczęciem jego działalności. Musiała się więc u bobrów rozwinąć, szczątkowa choćby, świadomość historyczna na bazie uzasadnionej dumy z własnych dokonań.
Na szczęście u bobrów nie rodzi się jeszcze pokusa wykorzystania historii dla celów odmiennych niż bieżąca działalność budowlana. Przed przekroczeniem tego świadomościowego progu broni bobry rzeka Sąspówka. Co pewien czas niszczy ona wytwory bobrzej myśli inżynieryjnej, zmuszając gryzonie do ciągłego naprawiania szkód i pozbawiając je czasu niezbędnego do dokonania decydujących odkryć. Jednak żaden większy przybór lub niedobór wody nie wpływa na uszkodzenia żeremi w identyczny sposób. Dlatego każde takie wydarzenie odciska indywidualne piętno na zachowaniu bobrów i otwiera nowy etap rozwoju ich inżynierskiego kunsztu.
 
W kształtowaniu historii Ojcowskiego Parku Narodowego zasadniczą rolę odgrywa woda, wiatr i słońce. Czasami widać to nawet gołym okiem, gdy powietrze drga migotliwie, co sprzyja zacieraniu wszelkich kontrastów.
Korzystają z tego kolorowe owady, stając się niewidzialne dla drapieżników, dzięki czemu mogą bez obaw przelecieć otwartą przestrzeń. Również przypływy i odpływy wody gruntowej potrafią odcisnąć swój ślad w kolorze gleby i rzeźbie terenu, co jednym zabiera życie, a innym - daje. Ścieranie się czynników atmosferycznych przebiega nieraz na tyle gwałtownie, że przyroda Parku odczuwa potrzebę upamiętnienia tych wydarzeń. Obrazami konkretnych dat są tu nieodwracalnie zniszczone drzewa. Po grubości ich pni można łatwo poznać, w jakim wieku skończyły swą egzystencję.
  
Wśród otaczającej przyrody Ojcowski Park Narodowy wyróżnia się niedostępnością. Niedostępność ta, spowodowana burzliwą historią skał i schematycznymi działaniami kilku zespołów roślinnych, sprzyja rozwojowi zwierzęcych indywidualności. Natomiast zwierzęta, które poza Parkiem czują się zagrożone, widzą w niedostępności Parku szansę na znalezienie porządnego azylu. I tak, na przykład, nieprzeniknione mroki bukowo-jodłowego lasu zapewniają doskonały kamuflaż wszędobylskim ślimakom winniczkom, które na środku pni wiekowych drzew spokojnie czekają, aż na pobliskiej, obfitującej w pokarm łące, zrobi się dla nich bezpieczniej.
Ten sam ciemny, bukowo-jodłowy las pomaga też pojedynczym egzemplarzom roślinnym, które mają dość determinacji, aby się wypromować - przykład siedmiopalecznika błotnego i miesiącznicy trwałej jest tu szczególnie wymowny.
 

Piękno

I
Monumentalne, majestatyczne skały i stare drzewa - oto znak rozpoznawczy Ojcowskiego Parku Narodowego i niedościgniony wzór piękna. Ale miejsca, gdzie leżą te obiekty, to przecież najmroczniejsze otchłanie do których rzadko dociera światło. W dodatku są to naturalne rynny, przez które okresami przepływa woda deszczowa, dokonując ogromnych spustoszeń. Przepołowione pnie drzew, zwały błota i rumosz skalny znaczą szlak jej triumfalnego pochodu. Drzewa iglaste zasłaniają tu słońce tak, że światło przedostaje się do ziemi jako ażurowy haft, a następnie materializuje się w postaci paproci (narecznice, zachyłki. W mrocznych otchłaniach dochodzi nierzadko do zacierania się wszelkich wymiarów, co przysparza dodatkowych kłopotów żyjącym tu zwierzętom. By się nie pogubić i trafić do swych siedzib, muszą one uruchomić ukryte pokłady wyobraźni. Ich obliczenia odległości muszą więc być oparte nie tylko o wewnętrzne mapy krajobrazu przekazywane z pokolenia na pokolenie, lecz także korygowane na bieżąco w rytmie atmosferycznych zaburzeń.
Nie znaczy to wcale, że zwierzęta nie potrafią doszukać się piękna w tych skomplikowanych strukturach. Niekiedy nawet struktury te dodają im splendoru. Świadczy o tym choćby zachowanie dzięciołów lubiących być portretowanymi na tle rozwidlonych gałęzi, a także słowików, z których - dzięki ochronie dawanej przez mroczne otchłanie - zostaje dla turystów tylko samo piękno ich śpiewu.

II
Związek na rzecz pięknej pogody to zespół roślin kwiatowych typowy dla nieużytków. Tworzące go żółte i niebieskie kwiaty są wierną kopią pogodnego nieba i słyną ze zdolności przyciągania wszelkich owadów - zapylaczy. Jednak ojcowska wersja tej formacji kwiatowej posiada swoją specyfikę.
Tworzą ją bowiem trzy gatunki typowo leśne: fiołek wonny, jasnota gajowiec oraz dąbrówka rozłogowa. Zarówno gajowiec jak i dąbrówka są kwiatami piętrowymi, a każde międzywęźle ich łodyg wypełnia szereg kwiatów. Z tego powodu cała formacja widziana z daleka sprawia wrażenie znacznie wyższej i rozleglejszej niż w rzeczywistości. Ale jak inaczej może ona przywabić owadzich zapylaczy?

III
Drugą wielką formacją ojcowskich roślin kwiatowych jest związek kwiatów biało-czerwonych. To formacja typowa dla śródleśnych łąk. Tworzą ją szczawie, gwiazdnice oraz siedmiopaleczniki błotne. Spośród tych trzech gatunków tylko siedmiopalecznik błotny jest rośliną prawdziwie owadopylną.
Gwiazdnice mają zbyt mały obwód swych kwiatów, by mogły na nich utrzymać się większe owady, szczaw natomiast woli skorzystać z usług wiatru. Oczywiście wszystko to sprawia, że zainteresowania owadów tą formacją kwiatową wykraczają daleko poza zapylanie.
Wśród gości tej formacji spotyka się między innymi owady, które szukają tu mocnych wrażeń - na przykład zadomkę leśną. Ten smolisto-czarny przedstawiciel świata zwierzęcego potrafi rozmawiać z przyrodą za pomocą swych długich czułków. Nieustannie nimi poruszając wysyła sygnały dla innych zadomek bacznie obserwujących z ukrycia jej poczynania. Owad zdaje się zupełnie nie dbać o reakcję dobrze ukrytych w zaroślach owadożernych ptaków śpiewających - i słusznie. Ptaki te nie potrafią przecież złapać owada siedzącego nieruchomo na kwiecie.
Czystym hazardem graniczącym z brawurą zdaje się być sam przelot owadów przez to miejsce w poszukiwaniu terenów bardziej obfitych w nektar. Owady, które podejmują to ryzyko, muszą więc dysponować całym arsenałem środków maskująco-obronnych, z wykorzystaniem magii kolorów włącznie.
Czyni tak piękny motyl z rodzaju rolnic, który rozchyla tu swój czarny płaszcz, by jak najdłużej straszyć ptaki jaskrawożółtym wnętrzem swych skrzydeł.
Rzadki motyl związany z jesionami - przeplatka jesionówka, która ma ciemne plamy na pomarańczowych, lecz biało-krawędziowych skrzydłach, rozwija w locie tak zawrotną prędkość, że bacznie obserwujące otoczenie bystrookie ptaki śpiewające widzą przed sobą tylko drgania powietrza.

IV
Las ojcowski jest przedziwną mieszaniną piękna i pospolitości. Wiele rosnących tu roślin nie rzuca się w oczy, ale czy może być inaczej, skoro owady rzadko je odwiedzają? Rośliny te poszukują więc piękna nie w barwie, ale w doniosłości spełnianej przez siebie roli. Jeśli rosną one w dużych, zwartych skupiskach, to rzeczywiście mogą pomóc zwierzętom w bezpiecznym przejściu przez mroczny las, służąc za niepisany przewodnik. Niektóre zwierzęta, czując się bezpośrednio zagrożone przez inne organizmy mogą też ukryć się w ich gąszczu, o ile tworzące go rośliny mają obszerne liście. Do roślin tych zaliczam ciemierniki o kwiatach koloru liści, konwalijki dwulistne rzadko wytwarzające miniaturowe, śnieżnobiałe kwiatki, zachyłki, a nawet różne gatunki traw. Wraz z mchami i porostami wpływają one na jakość gleby, wzbogacając ją o rozmaite składniki pokarmowe i zatrzymują w niej wilgoć.

V
W bujnym runie łatwo przeoczyć niepozorne, lecz rzadkie i zagrożone gatunki, na przykład wawrzynka główkowego. Podczas wędrówek po Ojcowie udało mi się odszukać tylko dwa egzemplarze. Każdy z nich rośnie pod innym drzewem: jeden w mrocznej strefie bukowo-jodłowego lasu, drugi zaś pod jesionem. Żaden z tych okazów nie wyszedł jeszcze poza stadium krótkiej, nie rozgałęzionej łodygi zakończonej wieńcem łopatkowych liści, ale większe perspektywy ma okaz, który rośnie pod jesionem - sprzyja mu bowiem nieprzychylny stosunek jesionu do mrocznych ostępów.
Jesion próbując rozwiązać palący problem przegęszczenia drzewostanu, nie spieszy się z rozwojem liści, dzięki czemu rosnący pod nim wawrzynek może już w lutym zakwitnąć na czerwono, a w maju przekwitnąć.
Jedyną barwną rośliną, która nie obawia się zapuszczenia korzeni w samym środku strefy mroku, jest miesiącznica trwała. Systematyczne odcinanie tej rośliny od wszelkich źródeł informacji o pogodzie i zmianach pór roku spowodowało spore zaburzenia w jej cyklu rozwojowym - równocześnie kwitnie i owocuje. Jej kwiaty i owoce jaśnieją srebrzystą, księżycową poświatą. Ponieważ źle wpływa to na jej kondycję miesiącznica trwała energicznie poszukuje światła, pnąc się wysoko do góry.
W końcu nawiązuje kontakt ze słońcem w krótkiej chwili jego maksymalnej mocy podczas południowych, bezdeszczowych godzin, gdy bada pień pobliskiego drzewa.

VI
W okolicach Groty Łokietka rosną różne gatunki wiciokrzewów, jarzębiny oraz prawdopodobnie kłokoczka południowa, która w splątanej gęstwinie nie ma szans na pokazanie piękna swoich kwiatów ani owoców. Przyczynia się do tego opanowanie liści krzewów przez pasożyty. Pasożyty te nie mają jednak zamiaru dokonać spustoszenia tej części Ojcowskiego Parku Narodowego. One usiłują na swój sposób odwdzięczyć się tym, których kosztem możliwa jest ich egzystencja. Właśnie dlatego z nadgryzionych przez nie liści wyrastają duże, pęcherzykowate twory oraz wysokie, zapałkowate lecz zgrabne graniastosłupy.
Struktury te przewyższają pod względem oryginalności podstawowe kształty roślin żywicielskich i przykuwają uwagę turystów. Specyficzny związek liścia z pasożytem powoduje też, że po pewnym czasie granica pomiędzy prześladowcą a ofiarą zostaje całkowicie zatarta. Tak powstaje sztuczny twór, który od znanych organizmów złożonych, na przykład porostów, odróżnia fakt, że tylko jedna strona odnosi korzyści z jego powstania.

Sposoby przetrwania
Piękno ojcowskich organizmów posiada tylko wtedy prawdziwą wartość, jeśli dobrze służy sprawie przetrwania. Jest więc ono najważniejsze dla pilnie potrzebujących owadziej pomocy kwiatów rozproszonych po jodłowo-bukowym lesie. Ale już dla kwiatów łąkowych, zwłaszcza tych zapylanych przez wiatr, piękno ma drugorzędne znaczenie. Czy w tej sytuacji można się dziwić, że bogate życie toczy się pod osłoną skał wcale nie najpiękniejszych? Jedna z nich ukrywa się w gęstym ojcowskim mroku. W połączeniu z wysokim murem złożonym z drzew w pełni zasługuje ona na miano fortecy. Cała ta misterna konstrukcja służy do ochrony ptaków śpiewających przed ptakami drapieżnymi.
Obiekt ten chroni także ptaki śpiewające przed brakiem pożywienia. Ze względu na bliskość łąki stanowi doskonałą bazę wypadową na owady, które nie bacząc na ostrzeżenia w postaci czerwonych, wiatropylnych kwiatów szczawiu zbyt długo przelatują z jednego kwiatka na drugi.

VII
W rezerwacie ścisłym leżącym obok Groty Łokietka rosną dziś obok siebie gatunki, które w normalnych warunkach nie powinny w ogóle wiedzieć o swoim istnieniu. Bo cóż wspólnego mogą mieć ze sobą starający się wykorzystać każdą wolną szczelinę i lubiący blask słonecznych jupiterów glistnik jaskółcze ziele z chowającym się w najciemniejsze zakątki bukowego lasu dzikim bzem koralowym?
Te kontrastowo różne gatunki mogły się spotkać tylko dzięki wiatrowi, który przywiał je prosto na poszarpaną skałę, pełną mniejszych i większych wnęk.
Tu zostały na trwałe rozłączone fragmentami gładkiej powierzchni.
Historia ojcowskiej przyrody przebiega w taki sposób, że zniszczenie lub zmiana jednego z jej elementów staje się automatycznie początkiem rozwoju innego organizmu, zmian w krajobrazie lub zachowaniach znanych gatunków. Gdy wiatr będzie przywiewać na skały coraz to więcej różnorodnych roślin, powstanie w końcu takie środowisko, w którym nie znające się dotąd gatunki zaczną ze sobą ostro konkurować. Taka konkurencja możliwa jest również w sytuacji, gdy destrukcyjne działania atmosfery nieoczekiwanie otworzą róg obfitości. Oto bowiem na drodze do bobrowego żeremia stoi drzewo pozbawione przez wiatr wszystkich gałęzi. Ten zamierający kikut, osłonięty zdrowymi drzewami przed dalszymi ciosami wiatru, długo postoi w ojcowskim lesie. Będzie on teraz rozdawał pozostające w jego wnętrzu składniki pokarmowe tym organizmom, które w jego dobroczynności dostrzegą szansę na przeżycie. Są to zające, dla których kora stanowi podstawowe źródło pożywienia. Są to duże mrówki kartonówki, zdolne zbudować z próchna własne gniazdo, ale też zamierzające podzielić się nadwyżkami próchna z innymi mrówkami. Jest to wreszcie niewielki, miodowo-żółty, skórzasty grzyb z grupy hub wyciskający z zamarłego drzewa żywiczne łzy.
Kolejnym polem konfliktu jest przyszłość młodego pokolenia. Tu jodły wadzą się z bukami. Okazuje się, że normalnie wykształcone siewki drzew iglastych, których ażurowe liście swobodnie przepuszczają każdy promień słońca, wykazują z łatwością swą wyższość nad dziwacznymi siewkami buków blokujących słońcu dostęp do gleby.
Tym niemniej to właśnie buki dominują w krajobrazie współczesnego Ojcowa.
Tworzą one hermetyczne enklawy do których inne drzewa nie mają wstępu, poza jodłą. To właśnie buki tworzą lokalne, właściwe tylko Ojcowowi i tak zwanym - podkrakowskim dolinkom - standardy piękna, zwłaszcza w jesiennym krajobrazie.
Dlaczego tak się dzieje?
Sądzę, że za ten stan rzeczy odpowiada jeszcze jedno prawo ojcowskiej historii. Zgodnie z jego duchem każdy ojcowski organizm cały sens swego istnienia podporządkowuje przyszłości. Sosny i brzozy, na przykład, rosły i rosną tu nie po to, by dominować nad otoczeniem, ale przede wszystkim po to, by stworzyć swym następczyniom godne warunki życia poprzez poprawianie jakości i struktury gleby. Działania takie musiały mieć szczególne znaczenie pod koniec epoki lodowcowej. Sosny swym ekspansywnym systemem korzeniowym rozkładały do reszty te oddalone od Sąspówki skały, które jakimś cudem ocalały po przejściu lądolodu, przekształcając je w dostarczycielki ważnych substancji odżywczych. Wskutek tych działań ojcowska gleba jest dziś na tyle żyzna, że buki znalazły tu swe przyrodnicze eldorado. Ponadto skały nad Sąspówką swą oślepiającą bielą imitują słońce tak doskonale, że część bukowych siewek, do których promienie słońca nie docierają, daje się zwieść pozorom i kiełkuje.

VIII
Utarło się przekonanie, że konkurencja to prowadzona pokojowymi metodami walka, w której przegrani zostają zepchnięci na margines. Taka walka toczy się również w Ojcowskim Parku Narodowym, ale ku naszemu zdumieniu, wcale nie prowadzi ona do trwałej marginalizacji przegranych. Wręcz przeciwnie ? przed przegranymi otwierają się nieznane im dotychczas możliwości!
Większość krzewów w Ojcowskim Parku Narodowym miała inne plany życiowe aniżeli wynika to z ich obecnego statusu, przegrała bowiem konkurencję z drzewami. Agrest stracił możliwość obfitego owocowania, niewidoczna w splątanej gęstwinie jarzębina musiała zapomnieć o pokazaniu swych korali zewnętrznemu światu, dziki bez koralowy znalazł się wskutek kaprysów wiatru nie tam, gdzie chciał być. Ale dzięki swej przegranej krzewy zyskały ze strony drzew gwarancję bezpieczeństwa. Drzewa powierzyły im też zaszczytną misję odnowicieli lasu na wypadek jakiejś katastrofy.

IX
Skoro więc w świecie ojcowskich roślin przegranym w walce konkurencyjnej nie dzieje się wielka krzywda, to po co w ogóle konkurować ze sobą? Odpowiedź może być tylko jedna: aby rozgraniczyć wzajemne strefy wpływów! Na takie rozwiązanie skazane są od samego początku poziomki i trawy, najczęściej wiechliny. Rozłogi poziomek i korzenie wiechlin przenikając się nawzajem prowadzą między sobą podziemną wojnę podjazdową o zajęcie jakościowo najlepszych gleb. Ale ostre granice tych rozgrywek wyznaczają brzozy, które biorą oba te gatunki pod swą kuratelę.

X
Mniszek lekarski kojarzy się zazwyczaj z działalnością człowieka, a ponadto szybko się rozmnaża i łatwo rozprzestrzenia. Niestraszny mu więc ciemny, ojcowski bór, do którego szerokim frontem wdarli się turyści. Przy ich wydatnej, choć nieświadomej pomocy, mniszek pragnie opanować cały teren Ojcowskiego Parku Narodowego. Już udało mu się zatknąć swoje zwycięskie sztandary pod rosnącymi na krańcach Parku sosnami. Dalszą jego ekspansję blokują jeszcze jary i wąwozy stanowiące naturalną barierę między zagospodarowanymi obszarami a wciąż dziką Sąspówką. Mniszek tworzy szczególny, bo tylko jednogatunkowy zespół roślinny. Posiada nienaganne, doskonale symetryczne kształty oraz idealnie dopasowane do dna kwiatowego pojedyncze kwiaty języczkowe imitujące promienie słoneczne.
Ten przybyły z zewnątrz wzorzec piękna i harmonii niweczy więc nadzieje typowo leśnych, ojcowskich formacji kwiatowych na zapylenie przez wrażliwe na piękno owady.

Ojcowski ekosystem
Ojcowski Park Narodowy to dziś nie jeden, ale co najmniej kilka całkowicie różniących się od siebie ekosystemów rozdzielonych przeszkodami terenowymi. Dochodzi jednak między nimi do kontaktów. Taki siedmiopalecznik błotny jest rośliną łączącą łąkę nad Sąspówką z mrokami bukowo-jodłowego lasu, a nawet z nieużytkami leżącymi już poza granicami Parku. Dlatego granica występowania tej rośliny jest jednocześnie granicą ojcowskiej zbiorowości połączonej historią i wynikającymi z niej, właściwymi tylko dla tego obszaru, cechami walki o przetrwanie. Cały świat roślinny i zwierzęcy Ojcowskiego Parku Narodowego łączy ze sobą walka o dostęp do światła. Organizmy, które tę walkę wygrają, będą sprawować kontrolę nad rozwojem innych organizmów.
Na łące o słońce nie trzeba specjalnie zabiegać. Tu do ostrej rywalizacji między roślinami mogłoby dojść tylko wtedy, gdyby łąka pokryła się wiatrołomami lub grubą warstwą rzecznego mułu.
Zupełnie inna sytuacja panuje w gęstym lesie. W ekosystemie tym zaciekła walka toczy się zarówno między samymi drzewami, jak również między drzewami a roślinami zielnymi. Najczęściej zwycięzcami są drzewa. Kto wie, czy doskonały system ostrzegawczy przed zagrożeniami atmosferycznymi, polegający na spleceniu ze sobą jodeł i buków, nie ma na celu również zachowania uprzywilejowanej pozycji drzew w dostępie do światła?
Recepta tolerancyjnych jesionów na bogate w gatunki poszycie leśne polega na tworzeniu drzewostanów jednolitych pod względem wymiarów i czasu wypuszczania liści. Lecz po pewnym czasie zbyt bujny rozwój runa może zagrozić także ich interesom. Biel kory brzóz gwarantuje za to zachowanie trwałej równowagi w tej części lasu, w której brzoza występuje samodzielnie lub jest istotnym składnikiem drzewostanu. Biel odbija bowiem promienie słoneczne, kierując je na poszycie w odpowiednich, umiarkowanych dawkach.
Na terenie Ojcowskiego Parku Narodowego rośliny i zwierzęta muszą przede wszystkim polegać na swoich indywidualnych umiejętnościach i pozwolić innym organizmom swobodnie rozwijać właściwe dla nich predyspozycje. Powoduje to wprawdzie zaciętą rywalizację o podział stref wpływów, ale budzi też w momentach krytycznych (anomalie pogodowe) międzygatunkową solidarność. Tak właśnie powstają formacje roślinne.
Ale nie ziściłoby się tu żadne pragnienie i żaden organizm nie mógłby uznać Ojcowa za swój dom na dobre i złe, gdyby nie szczególne okoliczności, jakie towarzyszyły ukształtowaniu się tego zakątka naszej planety. Opowiadają o nich nikłe już dziś ślady, które przetrwały w skałach. Ślady te to prawdziwe epopeje sławiące ojcowską przeszłość, jak scenki z życia pierwotnych glonów.
Wśród nich nie brak też materialnych świadectw rozrachunków z historią, jak poodrywane od skał macierzystych buły krzemienne blokujące normalny spływ wody deszczowej. Wszystko to wciąż jeszcze czeka na swych piewców-pisarzy, poetów czy amatorów mocnych wrażeń.

Luty 2007



GALERIA O FUNDACJI AKTUALNOŚCI WOJCIECH TATARCZUCH STRONA GŁÓWNA

Webmaster: Justyna Kieresińska