| Wywiady z absolwentami WAZ |
| Wywiad z Pawłem Karmańskim (absolwent WAZ I) |
Rozmawiała: Krystyna WojakowskaK.W: Paweł, pamiętasz swój Warsztat, I Warsztat, jeszcze pilotażowy, z 1997 roku? P.K: Oczywiście, pamiętam, i to dobrze. Tam zaczęła się moja przygoda z Fundacją, tam znowu odnalazłem się. K.W: Jak oceniłbyś inicjatywę, którą jest Warsztat? P.K: Żeby ocenić tę inicjatywę, trzeba nieco scharakteryzować moją ówczesną sytuację. Choroba dopadła mnie "w biegu", w wieku około 40 lat, po paru latach diagnozowania tych "dziwnych" objawów świat się zawalił: stwardnienie rozsiane. Nie jest to choroba, która zabija natychmiast, po roku "szaleństwa" zacząłem szukać sposobu na dalsze życie, mając w perspektywie stale pogarszający się stan fizyczny. Zupełnie przypadkowo dowiedziałem się o istnieniu naszej Fundacji, jeszcze na Tatrzańskiej. Powędrowałem po komputer, rozmawiałem z Tobą i dowiedziałem się, że spokojnie mam czekać, najpierw szkolenie, potem status podopiecznego, potem ewentualnie, jak będzie, to komputer, ale do pracy. Jestem niespokojnym duchem i nie dla mnie czekanie. Zaczepiłem się w "Validusie" i tam na komputerze XT wypożyczonym do domu czegoś mnie nauczono. Do tego XT, do tej maszyny, modliłem się prawie i chroniłem przed hipotetycznymi "domowymi urazami". Potem szybko telefon, organizuje się Warsztat Aktywizacji Zawodowej, zapraszają - to idę. Ciepło, serdeczność, śmiech i duża grupa takich, jak ja, a może i w trudniejszej sytuacji. Z WAZ-u najlepiej pamiętam tę część, która przystosowywała nas do podjęcia pracy zawodowej - życiorysy, psychodramy i interview. I to, że wszyscy mówiliśmy sobie po imieniu. Przyjeżdżałem do WAZ z ogromną przyjemnością i satysfakcją. Nasza sytuacja osób niepełnosprawnych została tak przedstawiona, że nabrałem nadziei na pracę. W dużej grupie osób niepełnosprawnych stwierdziłem, że nie jestem w najgorszej sytuacji fizycznej, że to ja muszę dać przykład. Część naszych zajęć była na Ordona, tu nie było jeszcze Internetu. Jeździłem jeszcze własnym samochodem, woziłem Agatę i Marcina, i kto tam jeszcze się zmieścił. Rozmawialiśmy do upartego, coś się w nas budziło. Dla mnie ważne było, że mogę komuś pomóc, że jestem potrzebny, użyteczny. Zaproponowałaś mi zwrot "stawki przewoźniczej", 27 gr. za kilometr, to był pierwszy zarobek - pełnia szczęścia, wiele możliwości. Oceniam, że WAZ dla niepełnosprawnych, "żyjących w diasporze", którzy przez lata nie mieli kontaktu z obcymi, których życie toczyło się między mamą, tatą, kotem, psem, i telewizorem, i widokiem za oknem - to są drzwi, i to szeroko, coraz szerzej otwierane. K.W: Co jest najcenniejsze? P.K: Cenna jest grupa z podobnymi, nawet identycznymi sytuacjami zdrowotnymi i życiowymi. W WAZ poznaliśmy prawo pracy, prawa i obowiązki osób niepełnosprawnych, instytucje powołane do rozwiązywania tych problemów - o tym nie mieliśmy zielonego pojęcia. Najważniejsza jest więc informacja, poznaliśmy jej siłę. K.W: A informatyka, Pawełku? P.K: Co tu dużo gadać, to temat rzeka. Nowoczesny zawód, stale rozwijające się umiejętności, możność zaistnienia na rynku pracy, internetowe okno na świat, który nie jest zamknięty mimo wózka, kul. K.W: Kogo ze swojego Warsztatu pamiętasz, z kim utrzymujesz kontakty? P.K: Wiesz, że dzisiaj myślę o Zenku, którego w niepotrzebny sposób nie ma już z nami. A pamiętasz? Agatę, Marcina, Piotra, Adama, "piękną Basię", "ciotkę Teodozję", wszystkich chyba. Wielu spośród nich nie pokazuje się - sukces to czy porażka? Nie mam jednoznacznej odpowiedzi, bo przecież mogliby czasem odezwać się. Ale jeśli radzą sobie sami, jeśli pomoc nasza im jest niepotrzebna - to chyba jednak sukces? K.W: Nie wiem, czasem boję się o niektórych z nich. Sukces, to na pewno studia Tomka na Sorbonie, to nowe dziecko Basi, ale przecież nie dom pomocy dla Joasi, stale trudna sytuacja Kasi i wiele innych. Na ogół jednak sukces. Paweł, jesteś teraz członkiem Zarządu Fundacji, animatorem naszej Kawiarenki Internetowej, obywatelem internetowego "Podwórka" - z tego i mojego "punktu siedzenia" - teraz, po pięciu latach, w przeddzień zakończenia X WAZ-u, w sytuacji, gdy w kolejce do następnych stoi około 130 osób - powiedz, czego mi życzysz? P.K: Życzę, życzę następnych dziesięciu Warsztatów, a właściwie tylu, ile będzie potrzebne tak długo, aż system oświaty zacznie przygotowywać niepełnosprawnych do pracy nowoczesnej i poszukiwanej na rynku. Tobie natomiast cierpliwości i pewnej stabilizacji finansowej dla Warsztatu, dla Fundacji, bo nie tylko WAZ-em zajmujesz się. No i uśmiechu! |
| Wywiad z Danusią Broniarek (absolwentka WAZ III) |
| Inicjatywa Warsztatu Aktywizacji Zawodowej zaproponowana przez Fundację Pomocy Matematykom i Informatykom Niesprawnym Ruchowo jest szansą na nowe życie dla każdego niepełnosprawnego. Kurs trwający cztery i pół miesiąca pozwala w pełni opanować umiejętności posługiwania się komputerem, obsługi różnych programów także tym, którzy w sposób szczególny mają utrudniony dostęp do klawiatury czy myszki z powodu dysfunkcji kończyn górnych. Ogromną rolę w życiu słuchacza kursu odgrywają zajęcia Aktywizacji Zawodowej prowadzone przez p. Agnieszkę Żarnecką i p. Małgosię Rupar. Tu człowiek uczy się znowu myśleć i mówić o sobie pozytywnie. Formuła zajęć zachęca do otwierania się przed gronem osób jednakowo poszkodowanych przez los, często zamkniętych w sobie. Wyszukiwanie swoich dobrych stron, aby zaprezentować się przyszłemu pracodawcy jest ćwiczeniem bardzo trudnym, bogatym w przeżycia ale jakże potrzebnym tym, którzy oczekują życzliwości, serdeczności, dowartościowania, nowego sposobu na życie czy innego spojrzenia na swój los. Grupa wsparcia łączy ludzi. Tworzą się przyjaźnie utrzymywane również poza Fundacją. Wielu wychodzi stąd odmienionych z gotowymi pomysłami co dalej robić w życiu korzystając z ofert pracy samodzielnie wyszukanych czy zaproponowanych przez Fundację. Zajęcia w formule WAZ są doskonałym połączeniem nabywania wiedzy i umiejętności z leczeniem psychiki człowieka, dlatego za wszelką cenę należy utrzymać tę formę wspomagania i przywracania do życia w społeczeństwie osób niepełnosprawnych systematycznie poszerzając ich krąg. Słuchaczka III WAZ - Instruktorka na Kursie podstaw obsługi komputera - Danuta Broniarek |
| Wywiad z Ewą Sadowską (absolwentka WAZ VII) |
| Mija właśnie rok od zakończenia mojego, VII Warsztatu. Tylko rok i aż rok. W ciągu tego czasu zdarzyło się bowiem tak wiele w moim szarym, codziennym zmaganiu się z rzeczywistością. Od kilkunastu lat jestem na rencie i właściwie z racji "przejrzałego" wieku nie oczekiwałam już żadnych zmian w moim monotonnym egzystowaniu. A jeśli - to tylko zmian wynikających z pogarszającego się stanu zdrowia. I tu, zupełnie nieoczekiwanie, wkroczyła w moje życie Fundacja i Warsztat Aktywizacji Zawodowej." Rozmowa kwalifikacyjna" wywołała u mnie wrażenie, że włączam się w coś bardzo ważnego, przemyślanego, zorganizowanego w sposób profesjonalny - stąd niepokój, czy podołam. Najpierw myślałam, że propozycja obejmuje jedynie kurs przygotowujący do pracy w sieci Internet - dobrze, bo mogę być tam osobą nieznaną nikomu, prawie anonimową, mogę dalej spokojnie tkwić w tej swojej skorupie ślimaka współpracując tylko z komputerem. Ale Warsztat Aktywizacji Zawodowej ? Na pewno trzeba będzie coś mówić, wyjść z izolacji, a to wydawało się takie trudne . Pytanie o wiek wywołało u mnie drobny niepokój - zdawałam sobie bowiem sprawę z faktu, iż będą tam na pewno w znakomitej większości młodzi ludzie. Dlatego najtrudniejsze było dla mnie pierwsze spotkanie z uczestnikami Warsztatu. Okazało się, że niepotrzebnie się martwiłam - różnica wieku nie stanowiła żadnej przeszkody dla znalezienia wspólnego języka. Dobrze poczułam się wśród innych "sprawnych inaczej", można powiedzieć "bezpiecznie". Nie musiałam usuwać się z drogi, dawać do zrozumienia, że pewne rzeczy i sprawy wykraczają poza moje możliwości. Stałam się częścią grupy ludzi walczących o swoje prawo do aktywnego życia, szukających sposobu na swoją inność. Warsztat (tak jak odbieram to z pewnej perspektywy) jest przede wszystkim szansą - szansą na "wyjście z domu", na zobaczenie siebie w innym świetle, ukazuje pewne możliwości, uczy, radzi, pokazuje sposoby na rozwiązanie różnych problemów. Aktywizacja zawodowa - to hasło sugeruje działania zmierzające do znalezienia pracy, jakiegoś zajęcia, zdobycie nowych umiejętności zawodowych (np. kursy komputerowe). Ale bardzo często trzeba tę aktywizację zacząć od "aktywizacji osobowej", od odblokowania psychicznego. Agnieszka Żarnecka i Małgosia Rupar potrafią stworzyć taką atmosferę, w której nawet najbardziej zamknięci w sobie "otwierają się". Nic na siłę, powoli, delikatnie, ale za to w końcu skutecznie. Zaczynają być członkami grupy, mają sobie nawzajem coraz więcej do powiedzenia i zaoferowania. Powoli stają się małą rodziną. Potem już łatwiej mówić o możliwościach zatrudnienia, sposobach szukania pracy. Zajęcia mające na celu przygotowanie do rozmowy z potencjalnym pracodawcą, nauka pisania C.V. zmuszają do zastanowienia się nad sobą samym - nad swoimi wadami, zaletami, nad tym jaka właściwie jestem ? A to jest nam bardzo potrzebne nie tylko wtedy, kiedy chcemy znaleźć pracę. Pamiętam z Warsztatu, że określenie siebie w kilku zwartych, konkretnych zdaniach wcale nie jest takie proste. Podobnie jak nazwanie tego, co najważniejsze... Kogo pamiętam ? Marzenę Trojanowską, Ewę Smyczyńską, Małgosię, Artura, Joasię, Michała, Ewę, Grażynkę ... Z Marzeną i Ewą Smyczyńską utrzymuję sporadyczne kontakty, wiele innych osób spotykam w Fundacji przy różnych okazjach. Wielu z nich kontynuuje naukę na następnych kursach, inni zdają kolejne moduły egzaminu ECDL. Widać, że chcą dalej nad sobą pracować, że WAZ stał się dla nich początkiem nowej drogi. Spotkania organizowane z okazji świąt stanowią też znakomitą szansę odnowienia kontaktów. Warsztat stał się dla niektórych źródłem nowych znajomości, a często przyjaźni. Obecne czasy są bardzo trudne, nawet dla tych sprawnych, młodych i wykształconych. Warsztat ukazuje światełko na końcu długiego korytarza niepowodzeń, bezsilności, apatii. Pokazuje nam możliwości i szanse nie tak znowu nierealne, jak by mogło się wydawać. WAZ jednych światu przywraca, innych uczy jak mogą w nim funkcjonować.
(i życzę jak najwięcej hojnych sponsorów) Ewa Sadowska |