Hobby - choroba - nowy zawód
Edward Karol Kacprzak
Warszawa, 1996.05.29
Choroba zaatakowała mnie w 35 roku życia.
Właśnie kończyłem drugi fakultet i roztaczały się przede
mną wspaniałe perspektywy, tak w życiu rodzinnym jak i
zawodowym. Pierwszy rzut choroby nie był zbyt ostry, tak więc
szybko udało się go zaleczyć - pozostałe po nim ograniczenia
ruchowe były na tyle niewielkie, że wcale nie zdawałem sobie
sprawy z powagi sytuacji. Nawet nazwa choroby: ,,stwardnienie
rozsiane'', wydała mi się mało poważna a ostrzeżenia i
zalecenia lekarzy potraktowałem jako mocno przesadzone. Nie
widziałem więc potrzeby aby w jakikolwiek sposób korygować
plany na przyszłość. Kontynuowałem naukę, ostro pracowałem
zawodowo i przy zagospodarowaniu nowej działki, no a w wolnych
chwilach oddawałem się swojemu hobby - komputerowi. To była
tylko zabawa, zaintrygowały mnie możliwości jakie kryły się
w małym plastikowym pudełku, a konkretnie w ZX Spektrum, które
kupiłem synowi do gier, tyle że ja nie uruchamiałem gier, lecz
przywołując na pamięć fragmenty wiedzy informatycznej
wyniesionej ze studiów, starałem się zgłębić tajniki
budowy, działania i programowania.
Takie były początki zmagań z SM.
Sielanka nie trwała jednak dłużej niż rok czy dwa.
Zdobywałem nową wiedzę o chorobie i już wiedziałem, że nie
należy jej lekceważyć. Co gorsza, na własnej skórze
zaczynałem odczuwać skutki zniszczeń jakie powstały w moim
układzie nerwowym. Wszelkie prace wymagające wysiłku
fizycznego zaczęły mi sprawiać trudność, to musiało odbić
się nie tylko na aktywności w pracy zawodowej, ale również w
życiu codziennym, rodzinnym. Przyszedł czas na weryfikację
planów na przyszłość oraz pogłębione refleksje o życiu.
Wnioski nie były zbyt budujące, ale na szczęście wypadkowa
dotychczasowych dokonań, niezbyt wesołej przyszłości i
trudności psychicznych nie doprowadziły do załamania - lecz do
szukania nowych dróg samorealizacji.
Od pierwszego rzutu choroby i jej
ostatecznego rozpoznania minęło 8 lat. Zwiększyła się
częstotliwość rzutów choroby, które powodowały długie
zwolnienia chorobowe. Chodzenie bez dodatkowej podpory w postaci
kuli stało się niemożliwe, nadszedł czas aby zakończyć
karierę zawodową i rozpocząć nowy rozdział życia - życie
rencisty. W moim wypadku wysokość renty właściwie pozwalała
na spokojne życie, gdyby nie to, że był rok 1989. Zaczynał
się czas niebywałych przemian ekonomicznych z istną karuzelą
waloryzacji, rewaloryzacji, dyskusji o systemie ubezpieczeń,
jednym słowem czas wielkiej niepewności. Nie tylko względy
materialne, ale przede wszystkim czynnik psychiczny nie pozwolił
na zaakceptowanie bezczynności. Mając na uwadze tempo postępu
choroby trudno mi było zdecydować się na podjęcie stałej
pracy. Poszukiwałem raczej możliwości dorobienia do renty za
pomocą wykonywania różnego rodzaju prac zleconych.
Szanse na uzyskanie takich zleceń były
niewielkie, a sprawę jeszcze utrudniał fakt ograniczeń
ruchowych, które wykluczały aktywne wyszukiwanie okazji. W
sumie miałem jednak dużo czasu i wykorzystywałem go na
rozwijanie mojego dawnego hobby. Zorientowałem się, że to co
do tej pory było tylko zabawą może być dla osoby niesprawnej
ruchowo doskonałym sposobem nie tylko na izolowanie się od
przykrych myśli i zapełnianie sobie czasu, ale również może
służyć do celów zarobkowania. Przy takim podejściu do sprawy
pojawiła się jednak szybko bariera sprzętowa. Zaczynałem od
używanego PC XT, nawet bez twardego dysku. Taki sprzęt
pozwolił na ogólne zapoznanie się ze specyfiką komputerów
osobistych, można było poznać podstawowe oprogramowanie.
Trudno jednak było myśleć o wykorzystaniu go do celów
bardziej profesjonalnych. Zakup nowoczesnego komputera z
prawdziwego zdarzenia z własnych skromnych środków nie był
możliwy. W tym patowym momencie z pomocą przyszedł przypadek
nawiązanie kontaktu z Fundacją Pomocy Matematykom i
Informatykom Niesprawnym Ruchowo. Zostałem podopiecznym Fundacji
i mogłem wypożyczyć sprzęt o jakim wcześniej marzyłem,
brać udział w szkoleniach informatycznych, mieć kontakt ze
specjalistami w tej branży. Teraz miałem podstawy aby poważnie
myśleć o profesjonalnym wykorzystaniu swoich kwalifikacji.
Poznałem nowe edytory tekstu, arkusze kalkulacyjne, opanowałem
zasady tworzenia i oprogramowywania baz danych, nauczyłem się
sposobów wykorzystywania programu AutoCAD do projektowania
inżynierskiego i wielu innych pożytecznych rzeczy.
Niestety, nawet najwyższe kwalifikacje nie
gwarantują znalezienia pracy, dotyczy to przede wszystkim osób
niesprawnych ruchowo. W moim przypadku choroba rozwinęła się
na tyle, że musiałem na stałe usiąść na wózku inwalidzkim.
Na szczęście miałem wsparcie Fundacji. Pierwsze zlecenia
otrzymałem właśnie z tego źródła. Pozwoliło to zdobyć
doświadczenie i pewność siebie. Zapragnąłem jednak
sprawdzić się również na innych polach. I tu właśnie
zaczęły się schody.
Ofert pracy w prasie jest mnóstwo,
wydawało byłyby się, że dla mnie odpowiednie. Nie udało się
jednak tą drogą sfinalizować żadnej umowy, żadnego zlecenia.
Powody tego stanu rzeczy bywały różne: czasem nie mogłem
sprostać stawianym wymaganiom merytorycznym, często nie do
zaakceptowania były warunki finansowe, ale najczęściej powodem
zerwania negocjacji była moja niesprawność.
Nierzadko oferowana praca mogła być
wykonywana tylko na miejscu u zleceniodawcy, a tu na przeszkodzie
stawały problemy związane z dojazdem, czy choćby zwykłe
bariery architektoniczne. Również nie byłem w stanie sprostać
wymaganej dyspozycyjności i częstotliwości kontaktu. W
praktyce okazało się, że najbardziej odpowiednimi dla mnie
byłyby zlecenia pracy, które mógłbym wykonywać w domu, bez
konieczności częstych kontaktów osobistych, ograniczonych
bardziej do łączności telefonicznej i modemowej. Są to więc
ograniczenia dosyć istotne i trudno się dziwić, że
przypadkowe, na oślep, na własną rękę prowadzone
poszukiwania mają niewielkie szanse na szczęśliwy finał.
I jeszcze raz z pomocą przyszła Fundacja organizując
pośrednictwo między potencjalnymi pracodawcami a poszukującymi
pracy niepełnosprawnymi.
Takie rozwiązanie jest o tyle lepsze, że
firmy i osoby oferujące pracę są już wstępnie poinformowane
z jakimi osobami i ich ewentualnymi ograniczeniami będą mieć
do czynienia. Teoretycznie taki układ jest optymalny, ponieważ
skoro obie strony, w pełni świadome swoich wymagań i
ograniczeń, podejmują decyzję współpracy to powinna ona być
długotrwała i owocna. W praktyce jednak ta teoria niezupełnie
się sprawdza.
Trudno o precyzyjną diagnozę przyczyn
tego zjawiska tymbardziej, że są one różne w poszczególnych
przypadkach, najwyraźniej oczekiwania rozmijają się z realiami
i współpraca ta wielokroć kończy się po okresie próbnym lub
zakończeniu pewnego etapu prac. Częściej stroną zrywającą
umowę jest pracodawca. Opierając się na własnych
doświadczeniach sądzę, że przyczyną raczej nie jest
rozczarowanie co do kwalifikacji, terminowości czy jakości
realizowanych zleceń. Często jestem obsypywany pochwałami za
swoją pracę, wystawiane są pozytywne opinie (nawet na
piśmie), a mimo to nagle kontakty się urywają i starania o
pracę trzeba podjąć na nowo. Jest to sytuacja o tyle
niekorzystna, że nie ma warunków do doskonalenia wybranych
umiejętności, a specjalizacja na obecnym etapie rozwoju
oprogramowania i systemów komputerowych jest niezbędna.
Na koniec chciałbym jeszcze podkreślić
rolę jaką w opisywanym procesie odgrywa Fundacja Pomocy
Matematykom i Informatykom Niesprawnym Ruchowo.
Już dawno organizacja ta wykroczyła w
niesionej pomocy poza pierwotne zapisy statutowe. Praktycznie,
każdy inwalida w trudnej sytuacji materialnej jest przyjmowany z
całą życzliwością i chociaż nie mogą oni liczyć na
jakąś doraźną pomoc finansową to jest robione wszystko aby
przybliżyć tym osobom problematykę komputerową, pokazać
szanse i nowe możliwości jakie daje nowa technika. Wypożyczany
jest sprzęt, prowadzone szkolenia na poziomie dostosowanym do
potrzeb podopiecznych, organizuje się spotkania z potencjalnymi
pracodawcami. Jest to działalność, którą trudno przecenić
choć, jak na realne potrzeby środowiska osób
niepełnosprawnych to bardzo mało. Chyba potrzebne jest
zastosowanie innych rozwiązań instytucjonalnych ponieważ nie
można liczyć na to, że Fundacja bez żadnych regularnych
dotacji i bogatych sponsorów może efektywnie pomagać tym
potrzebującym, którzy chcą być pełnowartościowymi i
aktywnymi członkami społeczeństwa mimo swojej niesprawności.
Edward Karol Kacprzak
* * * * *