|
|
DAMA NARESZCIE W DOMU!
|
Jak pożyczać dzieło sztuki?
"Dama z gronostajem" Leonarda lada moment na dziesięć lat wróci do Krakowa
W glorii obrazu światowej sławy dzięki pokazom na wystawach w Berlinie i Londynie
Wystawa w londyńskiej National Gallery "Leonardo - malarz dworu
mediolańskiego" kończy się 5 lutego, ale już okrzyknięto ją wystawą
roku. Bilety sprzedawane online dawno wykupione, ustawienie się w
kolejce przed siódmą rano nie gwarantuje wejścia, u koników cena biletu
sięga ponoć kilkuset funtów. Magnesem dla przepłacających i marznących
w dżdżyste poranki na Trafalgar Square jest oczywiście wszechobecna na
billboardach i gadżetach "Dama z gronostajem", obraz z kolekcji
Czartoryskich w Krakowie.
Przed przyjazdem do Londynu obraz został pokazany na wystawie portretu
renesansowego w berlińskim Bode Museum. Na obu wystawach krakowskie
dzieło Leonarda uczczono szczególnie efektowną ekspozycją. W Berlinie
"Dama" jako "gość specjalny" w niemal ołtarzowej aranżacji w osobnej
sali zamykała pokaz niczym ukoronowanie całego procesu rozwoju
renesansowego portretu. W Londynie odwrotnie - Cecylia Gallerani wystawę otwiera, królując w sali "Piękno i miłość" poświęconej kobiecym wizerunkom Leonarda.
Czy "Dama" zaćmi "Monę Lizę"?
Po zakończeniu wystawy w Londynie "Dama z
gronostajem" wraca do Krakowa. Nie ma powodu, by przywoływać głośny
spór, który poprzedzał wypożyczenie obrazu. Bezprecedensowy sukces
krakowskiego Leonarda dobitnie dowodzi, kto w nim miał rację
(przypomnijmy tylko, że ze strony konserwatorów padła wówczas sugestia,
aby obrazu nie tylko nie wypożyczać, ale w ogóle nie eksponować,
trzymać w sejfie, a publiczności pokazywać kopię). Nie chodzi tylko o
sukces wśród publiczności, gdzie trwa podsycana przez media dyskusja:
czy "Dama" zaćmi "Monę Lizę"? Nie życzmy obrazowi losu "Giocondy",
gwałconej, sponiewieranej i nadużywanej na wszystkie sposoby
popkulturowej ikony. Obie wystawy, przygotowywane latami przez
najpoważniejsze europejskie instytucje muzealne, nareszcie zapewniły
"Damie z gronostajem" należne miejsce w historii sztuki, w obiegu
muzealnym i naukowym. Wystawa berlińska - jako najwybitniejszego dzieła
portretowego malarstwa renesansowego, londyńska - jako najpiękniejszego
obrazu Leonarda. "Dama" wraca do Krakowa jako obraz prawdziwie
światowej sławy.
Portret Cecylii Gallerani kończy swoją triumfalną podróż i przez
dziesięć lat ma pozostawać w Krakowie. Nie kończy się jednak bardzo
trudny dla polskich muzeów problem wypożyczeń dzieł sztuki. Wystawa w
National Gallery była pod tym względem niezwykłym osiągnięciem. Prestiż
galerii, paroletnie dyplomatyczne zabiegi dyrekcji, budżet, energia i
entuzjazm kuratora Luke'a Sysona pozwoliły po raz pierwszy zgromadzić w
jednym miejscu ponad połowę z 15 znanych obrazów Leonarda oraz 50
rysunków, szkiców i studiów. Takie wystawy się nie zdarzają. Spotkały
się na niej m.in. dwa obrazy z Luwru: portret zwany "La Belle
Ferronniere" i "Madonna wśród skał"; wizerunek muzyka z Ambrosiany w
Mediolanie; "Madonna Litta" z petersburskiego Ermitażu; "Święty
Hieronim" z muzeów watykańskich, rysunki z Windsoru... W sumie
wypożyczone obrazy pochodziły z 23 muzeów i kolekcji prywatnych. Poza
"Damą z gronostajem" szczególną atrakcją było zestawienie dwóch wersji
ołtarzowego przedstawienia "Madonny wśród skał" - zatopionego w starych
werniksach obrazu z Luwru i świeżo oczyszczonego z National Gallery
(ukończenie jego konserwacji było formalną okazją do organizacji
wystawy).
Królowa Elżbieta pomaga, Luwr robi wyjątek
Jak - znając obostrzenia konserwatorskie,
wyśrubowane wymogi bezpieczeństwa, ryzyko transportu, niebotyczne
koszty ubezpieczeń - udaje się skompletować podobny zespół słynnych
arcydzieł? Decydują naukowa ranga wystawy, wsparcie rządowe, budżet,
zaufanie do instytucji, a także siatka wzajemnych znajomości i
zobowiązań. "Dama z gronostajem" była jedynym dziełem, za którego
wypożyczenie zapłacono (z donacji sponsora, nie z budżetu). Pieniądze -
jak wiadomo - mają wspomóc fundusz będącej w toku niezbędnej
modernizacji budynku krakowskiego Muzeum Czartoryskich. Ale to tylko
jeden aspekt sprawy.
Pierwszą osobą, którą poproszono o zgodę na wypożyczenie, była
oczywiście królowa Elżbieta II - właścicielka największej kolekcji
Leonardowskich rysunków. Dopiero jej akceptacja uruchomiła dalsze
zabiegi. Po długich i skomplikowanych negocjacjach wszystkie dzieła
pozyskano w drodze międzymuzealnej wymiany. Największą sensacją jest
ugoda z Luwrem. Paryskie muzeum za wypożyczenie będącej w nie
najlepszym stanie "Madonny wśród skał" otrzyma z National Gallery tzw.
"Karton z Burlington House" - duży, wykonany węglem szkic do "Świętej
Anny Samotrzeć". Podobnie delikatnych obiektów w zasadzie się nie
wypożycza nigdy i nigdzie. Tu zrobiono wyjątek - Luwr właśnie zakończył
konserwację olejnego obrazu "Święta Anna Samotrzeć" (nie bez
kontrowersji, o czym niedawno donosiły także nasze media). Liczy się na
to, że planowana na wiosnę przez Luwr ekspozycja oczyszczonego obrazu
wraz z przygotowawczym londyńskim kartonem będzie największą muzealną
sensacją tego roku. Oba muzea łączy zresztą długa lista wzajemnych
wymian, bez których organizacja poważnych wystaw nie jest możliwa.
Podobnie rzecz się ma z Ermitażem i innymi wielkimi muzeami.
I w tym kontekście trzeba także widzieć problem „Damy z gronostajem”. W
polskich zbiorach nie ma obrazu o porównywalnej randze. Inne, nie tak
liczne skarby polskich muzeów - jak tryptyk „Sądu Ostatecznego”
Memlinga z Gdańska, dwa Rembrandty z Zamku Królewskiego w Warszawie,
portret Stanisława Kostki Potockiego z Wilanowa - to doskonałe dzieła,
ale o nieporównywalnej z Leonardem „wartości wymiennej”. Znaleźć się w
sieci wzajemnych zobowiązań i wymian polskim muzeom jest bardzo trudno.
Stąd zbyt liczne podróże „Damy”, z tym że właśnie jej obecność na
wystawach w Berlinie i Londynie była w pełni uzasadniona, czego nie
można powiedzieć o innych, prestiżowo-kurtuazyjnych występach, jak
chociażby niedawny pokaz w Madrycie.
"Dama" bez czarnego tła?
Na ubóstwo polskich zbiorów nic się nie poradzi.
Lecz jest jeszcze jedna poważna przeszkoda uniemożliwiająca nasze
uczestnictwo w szerokiej wymianie muzealnej. Ta jest natury prawnej, a
więc możliwa do zmiany. Polskie prawo nie zabezpiecza wypożyczonych
Polsce dzieł sztuki przed konfiskatą sądową, jaka może pojawić się np.
z racji jakiś roszczeń własnościowych. Nawet zaawansowane przygotowania
do wystaw opartych o wypożyczone obiekty załamują się właśnie z tego
powodu. Bez zmiany prawa projektowana duża wspólna wystawa polskiego i
rosyjskiego klasycyzmu odbędzie się tylko w Petersburgu, bo rosyjskie
obiekty do Polski wjechać nie mogą, itd. Projekt nowelizacji ustawy o
muzeach, który by zmieniał ten stan rzeczy, jest gotowy, ale oczywiście
nie jest parlamentarnym priorytetem.
"Dama z gronostajem" będzie przez dziesięć lat odpoczywać w Krakowie.
Można wykorzystać ten czas, aby - jak niedawno w rozmowie z Dorotą
Jarecką sugerował profesor Antoni Ziemba, kurator z warszawskiego
Muzeum Narodowego - wrócić do sprawy oczyszczenia obrazu z czarnego,
położonego w XIX wieku tła. Może "Dama" - teraz znana i sławna
konkurentka "Giocondy" - objawi nowe uroki oblana jasnym,
szaro-błękitnym światłem. A jakim międzynarodowym wydarzeniem byłoby
pokazanie jej w nowym blasku!
*Prof. Maria Poprzęcka
- historyczka sztuki. Laureatka Nagrody "Gdynia" 2009 za książkę "Inne
obrazy. Oko, widzenie, sztuka. Od Albertiego do Duchampa".
Źródło: Gazeta Wyborcza 18 stycznia 2012
|
 |
VINCENT "ZROBIONY W BALONA"
Co roku na świecie odbywają się dziesiątki zawodów, festiwali
i pokazów balonów wypełnionych rozgrzanym powietrzem.
Dzięki
postępowi w technologii inwencja konstruktorów jest niemal
nieograniczona. Na jednym z takich festiwali w niebo wzniósł się sam
Vincent van Gogh!
Inne projekty można obejrzeć między innymi na stronie:
http://tobkes.othellomaster.com/archives/2011/10/06/balloon-show i oczywiście na "You Tube"
|
|
|
|
|

|

|

|
Narodowe
Muzeum Pałacowe w stolicy Tajwanu Taipei posiada największy i
najsłynniejszy zbiór sztuki chińskiej składający się z 650 tysięcy
unikatowych eksponatów pochodzących z kolekcji cesarza Qianlonga.Wśród
nich znajduje się niezwykły obraz traktowany tam jak skarb narodowy.
Przed muzeum tworzą się wielogodzinne kolejki.
Obraz został namalowany w
latach 1085-1145, w okresie panowania północnej dynastii Song, później
przemalowany w czasie dynastii Qing. Obraz ma niezwykłe dla
Europejczyków wymiary: długość 5 m 28 cm przy wysokości zaledwie 24,8 cm!
By go dokładnie obejrzeć nie trzeba obecnie zjechać pół świata. Wystarczy kliknąć:
Obraz, zgodnie z chińskim
zwyczajem, ogląda się od prawej do lewej. Jeśli kursor myszy
umieszczony jest w środku obrazu, obraz nie przesuwa się.
Przemieszczenie kursora ku krawędziom bocznym powoduje, że obraz
zaczyna przesuwać się, tym szybciej, im dalej od środka znajduje się
kursor.
W trakcie wędrówki w górę rzeki napotkasz ramki. Kliknięcie wewnątrz nich spowoduje wyświetlenie krótkiej animacji.
Gdy filmik skończy się,
zamknij okno krzyżykiem w prawym, górnym rogu i dalej wędruj od morza w
górę rzeki, nad brzegami której rozłożyło się ludne portowe miasto
sprzed tysiąca lat. Trochę cierpliwości aż załaduje się, a obejrzysz coś bajecznego!
Nie zapominaj o tym, że i nasze muzea prezentują świetnie przygotowane wirtualne trasy dla miłośników sztuki.
Dziś zapraszamy do Muzeum Narodowego w Krakowie. Naprawdę warto, wystarczy kliknąć!:
|
|
Tak twierdzi przewodniczący włoskiej rządowej komisji ds. dziedzictwa
narodowego. Specjaliści z paryskiego Luwru są oburzeni, Włoch zarzuca
im "ślepotę". O tym, że Leonardo da Vinci użył do namalowania
najsłynniejszego obrazu świata modela, nie modelki, mówiło się już od
pewnego czasu. W środę wieczorem Silvano Vincetti, przewodniczący
włoskiej komisji, oświadczył jednak zdecydowanie: - Nie ma wątpliwości,
Mona Lisa to mężczyzna.
Zdaniem Vincettiego i jego
ekspertów da Vinci użył jako modela swego życiowego partnera Giana
Giacomo Caprottiego, przez znajomych znanego jako Salai.
Salai i da Vinci mieszkali i
pracowali razem przez 25 lat. Według Vincettiego Salai był inspiracją
wielu innych dzieł mistrza. To Salai był - zdaniem Włochów - modelem
użytym do namalowania portretu m.in. Jana Chrzciciela.
Do tej pory historycy sztuki
uważali, że "Mona Lisa" przedstawia Lisę Gheradini, żonę handlarza
jedwabiem, którego znał da Vinci.
Problem w tym, że Vincetti
nie mógł osobiście zbadać obrazu, bo nie zgodziło się na to
kierownictwo Luwru, gdzie wisi obraz. Zespół Vincettiego studiował więc
olbrzymie zdjęcie obrazu w wysokiej rozdzielczości. Włosi twierdzą, że
w oczach Mony Lisy znaleźli literki "L" i "S" od imion kochanków.
Luwr wydał oświadczenie, w którym odrzucił ustalenia włoskiej komisji. Eksperci
Luwru twierdzą, że zbadali obraz i żadnych literek nie znaleźli.
Vincetti odpowiada na to, że Francuzi są "ślepi" i zgłasza gotowość
wyjazdu do Paryża i zbadania obrazu na miejscu.
Ciąg dalszy zapewne nastąpi, a tłumy w Luwrze jeszcze się zwiększą.
|