ul. Królewska 94, 30-079 KRAKÓW             Tel. / fax: 12 636 85 84               e-mail:fson@idn.org.pl

powrót

    

Z PRZYMRUŻENIEM OKA O SZTUCE
ciekawostki i "sensacje"

  DAMA NARESZCIE W DOMU! 

Jak pożyczać dama  dzieło sztuki?

"Dama z gronostajem" Leonarda lada moment na dziesięć lat wróci do Krakowa
  W glorii obrazu światowej sławy dzięki pokazom na wystawach w Berlinie i Londynie 

Wystawa w londyńskiej National Gallery "Leonardo - malarz dworu mediolańskiego" kończy się 5 lutego, ale już okrzyknięto ją wystawą roku. Bilety sprzedawane online dawno wykupione, ustawienie się w kolejce przed siódmą rano nie gwarantuje wejścia, u koników cena biletu sięga ponoć kilkuset funtów. Magnesem dla przepłacających i marznących w dżdżyste poranki na Trafalgar Square jest oczywiście wszechobecna na billboardach i gadżetach "Dama z gronostajem", obraz z kolekcji Czartoryskich w Krakowie.
Przed przyjazdem do Londynu obraz został pokazany na wystawie portretu renesansowego w berlińskim Bode Museum. Na obu wystawach krakowskie dzieło Leonarda uczczono szczególnie efektowną ekspozycją. W Berlinie "Dama" jako "gość specjalny" w niemal ołtarzowej aranżacji w osobnej sali zamykała pokaz niczym ukoronowanie całego procesu rozwoju renesansowego portretu. W Londynie odwrotnie - Cec
ylia Gallerani wystawę otwiera, królując w sali "Piękno i miłość" poświęconej kobiecym wizerunkom Leonarda.

Czy "Dama" zaćmi "Monę Lizę"?
Po zakończeniu wystawy w Londynie "Dama z gronostajem" wraca do Krakowa. Nie ma powodu, by przywoływać głośny spór, który poprzedzał wypożyczenie obrazu. Bezprecedensowy sukces krakowskiego Leonarda dobitnie dowodzi, kto w nim miał rację (przypomnijmy tylko, że ze strony konserwatorów padła wówczas sugestia, aby obrazu nie tylko nie wypożyczać, ale w ogóle nie eksponować, trzymać w sejfie, a publiczności pokazywać kopię). Nie chodzi tylko o sukces wśród publiczności, gdzie trwa podsycana przez media dyskusja: czy "Dama" zaćmi "Monę Lizę"? Nie życzmy obrazowi losu "Giocondy", gwałconej, sponiewieranej i nadużywanej na wszystkie sposoby popkulturowej ikony. Obie wystawy, przygotowywane latami przez najpoważniejsze europejskie instytucje muzealne, nareszcie zapewniły "Damie z gronostajem" należne miejsce w historii sztuki, w obiegu muzealnym i naukowym. Wystawa berlińska - jako najwybitniejszego dzieła portretowego malarstwa renesansowego, londyńska - jako najpiękniejszego obrazu Leonarda. "Dama" wraca do Krakowa jako obraz prawdziwie światowej sławy.
Portret Cecylii Gallerani kończy swoją triumfalną podróż i przez dziesięć lat ma pozostawać w Krakowie. Nie kończy się jednak bardzo trudny dla polskich muzeów problem wypożyczeń dzieł sztuki. Wystawa w National Gallery była pod tym względem niezwykłym osiągnięciem. Prestiż galerii, paroletnie dyplomatyczne zabiegi dyrekcji, budżet, energia i entuzjazm kuratora Luke'a Sysona pozwoliły po raz pierwszy zgromadzić w jednym miejscu ponad połowę z 15 znanych obrazów Leonarda oraz 50 rysunków, szkiców i studiów. Takie wystawy się nie zdarzają. Spotkały się na niej m.in. dwa obrazy z Luwru: portret zwany "La Belle Ferronniere" i "Madonna wśród skał"; wizerunek muzyka z Ambrosiany w Mediolanie; "Madonna Litta" z petersburskiego Ermitażu; "Święty Hieronim" z muzeów watykańskich, rysunki z Windsoru... W sumie wypożyczone obrazy pochodziły z 23 muzeów i kolekcji prywatnych. Poza "Damą z gronostajem" szczególną atrakcją było zestawienie dwóch wersji ołtarzowego przedstawienia "Madonny wśród skał" - zatopionego w starych werniksach obrazu z Luwru i świeżo oczyszczonego z National Gallery (ukończenie jego konserwacji było formalną okazją do organizacji wystawy).


Królowa Elżbieta pomaga, Luwr robi wyjątek
Jak - znając obostrzenia konserwatorskie, wyśrubowane wymogi bezpieczeństwa, ryzyko transportu, niebotyczne koszty ubezpieczeń - udaje się skompletować podobny zespół słynnych arcydzieł? Decydują naukowa ranga wystawy, wsparcie rządowe, budżet, zaufanie do instytucji, a także siatka wzajemnych znajomości i zobowiązań. "Dama z gronostajem" była jedynym dziełem, za którego wypożyczenie zapłacono (z donacji sponsora, nie z budżetu). Pieniądze - jak wiadomo - mają wspomóc fundusz będącej w toku niezbędnej modernizacji budynku krakowskiego Muzeum Czartoryskich. Ale to tylko jeden aspekt sprawy.
Pierwszą osobą, którą poproszono o zgodę na wypożyczenie, była oczywiście królowa Elżbieta II - właścicielka największej kolekcji Leonardowskich rysunków. Dopiero jej akceptacja uruchomiła dalsze zabiegi. Po długich i skomplikowanych negocjacjach wszystkie dzieła pozyskano w drodze międzymuzealnej wymiany. Największą sensacją jest ugoda z Luwrem. Paryskie muzeum za wypożyczenie będącej w nie najlepszym stanie "Madonny wśród skał" otrzyma z National Gallery tzw. "Karton z Burlington House" - duży, wykonany węglem szkic do "Świętej Anny Samotrzeć". Podobnie delikatnych obiektów w zasadzie się nie wypożycza nigdy i nigdzie. Tu zrobiono wyjątek - Luwr właśnie zakończył konserwację olejnego obrazu "Święta Anna Samotrzeć" (nie bez kontrowersji, o czym niedawno donosiły także nasze media). Liczy się na to, że planowana na wiosnę przez Luwr ekspozycja oczyszczonego obrazu wraz z przygotowawczym londyńskim kartonem będzie największą muzealną sensacją tego roku. Oba muzea łączy zresztą długa lista wzajemnych wymian, bez których organizacja poważnych wystaw nie jest możliwa. Podobnie rzecz się ma z Ermitażem i innymi wielkimi muzeami.
I w tym kontekście trzeba także widzieć problem „Damy z gronostajem”. W polskich zbiorach nie ma obrazu o porównywalnej randze. Inne, nie tak liczne skarby polskich muzeów - jak tryptyk „Sądu Ostatecznego” Memlinga z Gdańska, dwa Rembrandty z Zamku Królewskiego w Warszawie, portret Stanisława Kostki Potockiego z Wilanowa - to doskonałe dzieła, ale o nieporównywalnej z Leonardem „wartości wymiennej”. Znaleźć się w sieci wzajemnych zobowiązań i wymian polskim muzeom jest bardzo trudno. Stąd zbyt liczne podróże „Damy”, z tym że właśnie jej obecność na wystawach w Berlinie i Londynie była w pełni uzasadniona, czego nie można powiedzieć o innych, prestiżowo-kurtuazyjnych występach, jak chociażby niedawny pokaz w Madrycie.


"Dama" bez czarnego tła?
Na ubóstwo polskich zbiorów nic się nie poradzi. Lecz jest jeszcze jedna poważna przeszkoda uniemożliwiająca nasze uczestnictwo w szerokiej wymianie muzealnej. Ta jest natury prawnej, a więc możliwa do zmiany. Polskie prawo nie zabezpiecza wypożyczonych Polsce dzieł sztuki przed konfiskatą sądową, jaka może pojawić się np. z racji jakiś roszczeń własnościowych. Nawet zaawansowane przygotowania do wystaw opartych o wypożyczone obiekty załamują się właśnie z tego powodu. Bez zmiany prawa projektowana duża wspólna wystawa polskiego i rosyjskiego klasycyzmu odbędzie się tylko w Petersburgu, bo rosyjskie obiekty do Polski wjechać nie mogą, itd. Projekt nowelizacji ustawy o muzeach, który by zmieniał ten stan rzeczy, jest gotowy, ale oczywiście nie jest parlamentarnym priorytetem.
"Dama z gronostajem" będzie przez dziesięć lat odpoczywać w Krakowie. Można wykorzystać ten czas, aby - jak niedawno w rozmowie z Dorotą Jarecką sugerował profesor Antoni Ziemba, kurator z warszawskiego Muzeum Narodowego - wrócić do sprawy oczyszczenia obrazu z czarnego, położonego w XIX wieku tła. Może "Dama" - teraz znana i sławna konkurentka "Giocondy" - objawi nowe uroki oblana jasnym, szaro-błękitnym światłem. A jakim międzynarodowym wydarzeniem byłoby pokazanie jej w nowym blasku!


*Prof. Maria Poprzęcka - historyczka sztuki. Laureatka Nagrody "Gdynia" 2009 za książkę "Inne obrazy. Oko, widzenie, sztuka. Od Albertiego do Duchampa".
Źródło: Gazeta Wyborcza 18 stycznia 2012


VINCENT "ZROBIONY W BALONA"

Co roku na świecie  odbywają się dziesiątki zawodów, festiwali

i pokazów balonów wypełnionych rozgrzanym powietrzem.
Dzięki postępowi w technologii inwencja konstruktorów jest niemal nieograniczona. Na jednym z takich festiwali w niebo wzniósł się sam
Vincent van Gogh!

Inne projekty można obejrzeć między innymi na stronie:
http://tobkes.othellomaster.com/archives/2011/10/06/balloon-show i oczywiście na "You Tube" 










Narodowe Muzeum Pałacowe w stolicy Tajwanu Taipei posiada największy i najsłynniejszy zbiór sztuki chińskiej składający się z 650 tysięcy unikatowych eksponatów pochodzących z kolekcji cesarza Qianlonga.Wśród nich znajduje się niezwykły obraz traktowany tam jak skarb narodowy. Przed muzeum tworzą się wielogodzinne kolejki.
Obraz został namalowany w latach 1085-1145, w okresie panowania północnej dynastii Song, później przemalowany w czasie dynastii Qing. Obraz ma niezwykłe dla Europejczyków wymiary: długość 5 m 28 cm przy wysokości zaledwie 24,8 cm!
By go dokładnie obejrzeć  nie trzeba obecnie zjechać pół świata. Wystarczy kliknąć:

Obraz, zgodnie z chińskim zwyczajem, ogląda się od prawej do lewej. Jeśli kursor myszy umieszczony jest w środku obrazu, obraz nie przesuwa się. Przemieszczenie kursora ku krawędziom bocznym powoduje, że obraz zaczyna przesuwać się, tym szybciej, im dalej od środka znajduje się kursor.
W trakcie wędrówki w górę rzeki napotkasz ramki. Kliknięcie wewnątrz nich spowoduje wyświetlenie krótkiej animacji.
Gdy filmik skończy się, zamknij okno krzyżykiem w prawym, górnym rogu i dalej wędruj od morza w górę rzeki, nad brzegami której rozłożyło się ludne portowe miasto sprzed tysiąca lat. Trochę cierpliwości aż załaduje się, a obejrzysz coś bajecznego!

Nie zapominaj o tym, że i nasze muzea prezentują świetnie przygotowane wirtualne trasy dla miłośników sztuki.
Dziś zapraszamy do Muzeum Narodowego w Krakowie.  Naprawdę warto, wystarczy kliknąć!:

mnk logo


mona-lisa
Od pięciu z górą wieków jej uśmiech uwodzi i ...zwodzi miliony ludzi. Ostatnio ( 3 lutego 2011 roku) znów media doniosły, że...

MONA LISA TO MĘŻCZYZNA!
Tak twierdzi przewodniczący włoskiej rządowej komisji ds. dziedzictwa narodowego. Specjaliści z paryskiego Luwru są oburzeni, Włoch zarzuca im "ślepotę". O tym, że Leonardo da Vinci użył do namalowania najsłynniejszego obrazu świata modela, nie modelki, mówiło się już od pewnego czasu. W środę wieczorem Silvano Vincetti, przewodniczący włoskiej komisji, oświadczył jednak zdecydowanie: - Nie ma wątpliwości, Mona Lisa to mężczyzna.
Zdaniem Vincettiego i jego ekspertów da Vinci użył jako modela swego życiowego partnera Giana Giacomo Caprottiego, przez znajomych znanego jako Salai.
Salai i da Vinci mieszkali i pracowali razem przez 25 lat. Według Vincettiego Salai był inspiracją wielu innych dzieł mistrza. To Salai był - zdaniem Włochów - modelem użytym do namalowania portretu m.in. Jana Chrzciciela.
Do tej pory historycy sztuki uważali, że "Mona Lisa" przedstawia Lisę Gheradini, żonę handlarza jedwabiem, którego znał da Vinci.
Problem w tym, że Vincetti nie mógł osobiście zbadać obrazu, bo nie zgodziło się na to kierownictwo Luwru, gdzie wisi obraz. Zespół Vincettiego studiował więc olbrzymie zdjęcie obrazu w wysokiej rozdzielczości. Włosi twierdzą, że w oczach Mony Lisy znaleźli literki "L" i "S" od imion kochanków.
Luwr wydał oświadczenie, w którym odrzucił ustalenia włoskiej komisji. Eksperci Luwru twierdzą, że zbadali obraz i żadnych literek nie znaleźli. Vincetti odpowiada na to, że Francuzi są "ślepi" i zgłasza gotowość wyjazdu do Paryża i zbadania obrazu na miejscu.
Ciąg dalszy zapewne nastąpi, a tłumy w Luwrze jeszcze się zwiększą.
Już kiedyś, 50 lat temu okazało się, że jest to prawdą, bowiem sławę zdobył taki obraz:
dali Ale był to "tylko" stylizowany na Giocondę autoportret wąsatego mistrza Salvadora Dali

O innych ciekawostkach i skandalach możecie się dowiedzieć więcej klikając w linki:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Mona_Lisa;
http://www.insomnia.pl/Uśmiech_Mony_Lisy-t192047.html;
http://czywiesz.pl/inne/260608,Czy-wiesz--ze-Mona-Lisa-byla-mezczyzna-.html;
http://kopalniawiedzy.pl/Mona-Liza-twarz-fizjonomia-Gian-Giacomo-Caprotti-kochanek-Salai-Leonardo-da-Vinci-12457.html
A co o tym sądzi sama
La Gioconda?
ml Wojny francusko-włoskiej chyba jednak nie będzie!
A skądinąd wiemy od dawna, że Mikołaj Kopernik była kobietą o czym często przypomina TVP...
...emitując "Seksmisję".

O FUNDACJIGALERIABiennaleKWARTALNIK "Słowem i Kształtem"WOJCIECH TATARCZUCH

Webmasters: JKi&JK