Rehabilitacja to przywrócenie różnych utraconych funkcji i praw. W odniesieniu do niepełnosprawnych zastąpiła ona termin rewalidacja i podzielona została na szereg działów, w tym na rehabilitację: leczniczą, edukacyjną, zawodową, społeczną, ruchową, aktywną i.t.d. Każdy z tych działów jest istotny, gdy mamy do czynienia z jednostką o znacznej dysfunkcji, której łatwiejsze funkcjonowanie może zapewnić jedynie kompleksowy proces rehabilitacji, przy czym po zdrowotnej niewątpliwie najważniejsze działy to rehabilitacja zawodowa i społeczna. Kompleksowość ta została ostatnio, w okresie zmian w zakresie orzecznictwa o niepełnosprawności i prawa do rent i emerytur, znacznie zaburzona. Wielokrotnie już pisaliśmy, mówiliśmy o złym zapisie występującym w kolejnych ustawach (o rehabilitacji zawodowej i społecznej, o rentach i emeryturach, o orzekaniu o niepełnosprawności): całkowicie niezdolny do wykonywania pracy, niezdolny do samodzielnej egzystencji, wymaga pomocy osób drugich. Taki zapis towarzyszy obecnie wszystkim ciężko poszkodowanym niepełnosprawnym, towarzyszy większości naszych podopiecznych. Jakby nie dość, że ustawodawca, na podstawie nieznanych przesłanek, wyklucza pewną grupę obywateli z przysługującego im prawa do pracy to jeszcze wprowadzono tam szereg nielogicznych i niekoniecznie jawnych, powszechnie dostępnych, przepisów wykonawczych. I tak tenże "całkowicie niezdolny do pracy" może pracować w zakładzie pracy chronionej, obligatoryjnie stanowiąc 10% jego załogi. Dla niego tworzy się szkolnictwo integracyjne, przystosowuje uczelnie, znosi bariery architektoniczne w urzędach ... . Czy za osobę "całkowicie niezdolną do pracy" byliby w Polsce uznani Helena Keller, Homer, Roosevelt, Hawking, Reece i wielu innych? Czy nie wystarczyłby zapis niezdolny do samodzielnej egzystencji, wymaga opieki osób drugich i odpowiednio dostosowanego środowiska? Bo przecież chodzi o to, by system nauki, pracy, życia dostosowany był do możliwości, by środki techniczne kompensowały ubytki.
W Polsce jak się okazuje lepiej wprowadzić kuriozalny zapis "całkowicie niezdolny do pracy" i nie zwracać uwagi ani na okrucieństwo tego zapisu, ani na jego bezprawie, ani na jego niezgodność z rzeczywistością. Tylko z naszego podwórka: 80% naszych "całkowicie niezdolnych do pracy" podopiecznych pracuje z powodzeniem w zastosowaniach informatyki, osiąga w tej pracy wyniki porównywalne ze zdrowymi, bywa że lepsze ... Można więc powiedzieć, że dobrze dobrana praca, że odpowiednie do niej przygotowanie niweluje tę całkowitą niezdolność. Właśnie teraz wydajemy 65-ty certyfikat o przygotowaniu do pracy tych całkowicie do niej niezdolnych i przygotowujemy następnych 48 osób do takiego szkolenia. Warto tutaj powiedzieć, że szkolenie to, sprzężone z aktywizacją zawodową, sponsorowały kolejno: Projekt Sieci Demokratycznej Rządu USA, Fundacja "Wspólna Droga", Fundacja Bankowa im.Kronenberga, gmina Warszawa-Bielany; przygotowuje się do sponsorowania Microsoft Polska (po uzgodnieniu z amerykańską centralą). Natomiast odmówiły sponsorowania: Biuro Pełnomocnika d/s Osób Niepełnosprawnych, Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych, Wojewódzki Ośrodek d/s zatrudnienia i Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych, Wojewódzki Zespół Pomocy Społecznej. Zestawienie to jest dość wymowne i nie wymaga komentarza.
Tak więc osoby niepełnosprawne "całkowicie niezdolne do pracy" pracują, a jeśli tak to po pewnym czasie pracy powinny mieć prawo do renty z tytułu pracy i prawo do emerytury. Tu niestety przepisy prawa robią się jeszcze bardziej skomplikowane, niejednoznaczne, nielogiczne i - nie owijając w bawełnę - nieprzyjazne dla ciężko poszkodowanych osób niepełnosprawnych. Nawiasem mówiąc, nie wiemy o jaką liczebnie grupę ludzi tu chodzi, nie wiadomo jaka jest dynamika wzrostu - takie dane nie są nigdzie publikowane, najprawdopodobniej takich badań nie robi się, a podawane szacunki są bardzo różnorodne.
W grupie osób "całkowicie niezdolnych do pracy" zwrócić należy uwagę przede wszystkim na grupę ludzi, których niesprawność powstała przed ukończeniem 16 roku życia, czyli wszystkich tych z wadami wrodzonymi jak np. po mózgowym porażeniu dziecięcym. Mogą oni otrzymać tylko stały zasiłek socjalny, nazywany czasem rentą socjalną (od września 98 - 316 zł miesięcznie oraz 106,41 zł zasiłku pielęgnacyjnego). Osoby te mogą dopracować jedynie kwotę nie wyższą od wysokości renty socjalnej. Zgodnie z obowiązującymi przepisami grupa ta nie ma żadnych szans na "dorośnięcie" czyli na podjęcie pracy, wypracowanie renty i w przyszłości emerytury. Skazani są na wegetację na rencie socjalnej lub pracę doraźną, na której nie mogą opierać nawet marzeń o starości z II czy III filarem funduszy emerytalnych. Ich z góry wyłączono z radosnego festiwalu obrazków spokojnej starości.
Wsród podopiecznych naszej Fundacji "całkowicie niezdolnych do pracy", mamy takich kilku, którzy przepracowali conajmniej 5 lat (jeden z nich aż dziewiętnaście), ale nie wypracowali sobie renty, gdyż chorują od dzieciństwa. Dzięki miłosiernie nam panującemu prawu znakomity informatyk z dziewiętnastoletnim stażem pracy, na skutek likwidacji zakładu pracy, będzie pobierał rentę socjalną i zmuszony zostanie do korzystania z pomocy społecznej. Chyba, że lekarz-orzecznik uzna, że pogorszenie stanu zdrowia powstało na skutek pracy, a nie - co oczywiste - jest związane z normalnym przebiegiem wrodzonej choroby.
Mogą oczywiście (przy dużym szczęściu - bo to tylko 10% załogi) zatrudnić się w zakładzie pracy chronionej i wtedy znajdą się w szczególnym rezerwacie socjalnym, który jednak nie zapewnia jednego z koniecznych warunków rezerwatu czyli poczucia bezpieczeństwa, gdyż od czerwca 98 roku, z powodu zmian ustawowych w zapisach o rozlicznych przywilejach zakładów pracy chronionej, mamy już drugą falę zwolnień.
Zakłady pracy chronionej to twory bardzo drogie i z pewnością potrzebne, ale nie w swoim obecnym kształcie. Chronione, czyli specjalnie dostosowane powinny być stanowiska pracy, a nie zakłady, czyli ich właściciele. Warto również zerknąć bodaj jak wykorzystywany jest fundusz rehabilitacji w tych zakładach. Na codzienną praktykę niskich uposażeń i różnorakich dopłat np: bony żywnościowe, ubraniowe, opłata za dojazdy do pracy i.t.p. Jest to dowód braku pomysłu na wykorzystanie funduszu, dowód na niezrozumienie idei rehabilitacji. Jeśli trzeba podnieść kwalifikacje pracowników, z reguły brakuje pieniędzy.
Ale zjawisko pracujących "niezdolnych do wykonywania pracy" jest ilościowo marginalne, gdyż praca jaka jest na rynku, jest z bardzo wielu względów nieosiągalna. Remedium nie są tu zakłady pracy chronionej a telepraca; zjawisku temu poświęcamy wiele miejsca w innych materiałach, przygotowujemy sukcesywnie do telepracy naszych podopiecznych i mamy na tym polu już pewne osiągnięcia, lepsze niż udało się naszym ustawodawcom, którzy podzielili "niezdolnych do wykonywania pracy" na tych, którzy:
Chyba nie mylę się sądząc, że mamy tu przykład prawa segregacyjnego, dziwi mnie tylko, że to w tych czasach dorobiliśmy się takich zapisów prawnych i zastanawiam się, jak to się zgadza z hasłem integracji od przedszkola po niskopodłogowy autobus? Bardzo jestem ciekawa przesłanek jakie towarzyszą twórcom takich zapisów prawnych?
Obserwacja środowiska osób niepełnosprawnych ruchowo, ich upartego dążenia do normalnego życia rodzi następne pytania:
W polskim ustawodawstwie bezsensownie nazywa się ciężko poszkodowanych niepełnosprawnych "całkowicie niezdolnymi do pracy". Takim "całkowicie niezdolnym do pracy" byłby w Polsce np. Stephen Hawking, przytaczamy więc (za artykułem Marka Arpada Kowalskiego) kilka informacji na temat jego dokonań.
wiatowy bestseller "Krótka historia czasu. Od wielkiego Wybuchu do czarnych dziur", książka opublikowana w 1988r., ukazała się w Polsce po raz pierwszy w 1990 roku i ciągle jest wznawiana. W angielskim oryginale jej tytuł brzmi frywolnie: "A brief History of Time: From Big Bang to Black Holes". "Big Bang" czyli "Wielkie Puf-Puf"? Ale jej treść daleka jest od frywolności. Jest to przystępnie i popularnie napisany wykład z takich zagadnień współczesnej fizyki, od których "rozum się kurczy". Autorem tej książki jest Stephen Hawking. Być może otaczająca go legenda wpłynęła na popularność jego książki. Ale czy tylko? A wogóle kim jest Stephen Hawking?
Książkę Michaela White i Johna Gribbina "Stephen Hawking" (Wydawnictwa Naukowo-Techniczne, w serii "Życie i nauka"). W tej samej serii wydano też książkę "Einstein" tych samych autorów; sensowne połączenie, bo Hawking uważany jest za następcę Einsteina.
Stephen Hawking urodził się 8 stycznia 1942 r. Zrazu nic nie zapowiadało geniusza. Nawet studia w Oksfordzie, nawet gdy po tych studiach przybył w 1962 r. do Cambridge. Ot, zdolny i bezczelny młodzik. Lecz na początku następnego roku lekarze odkrywają u niego chorobę zwaną ALS - skleroza lateralna amiotropiczna - w polskiej nomenklaturze medycznej zwana stwardnieniem zanikowym bocznym. Uszkadza ona rdzeń kręgowy oraz te partie mózgu, które odpowiadają za świadomy ruch mięśni. U chorego następuje zanik mięśni, ciało obumiera, ale myślenie i pamięć pozostają nienaruszone, mózg jest sprawny.
Lekarze dawali wtedy Hawkingowi dwa lata życia. Dziś wybitny uczony przykuty jest do wózka inwalidzkiego, którym porusza za pośrednictwem komputera - wystarczą muśnięcia palców, na więcej nie ma siły. I nie może mówić - posługuje się syntetyzatorem mowy. Lecz jego hipotezy naukowe zdają się "łapać Pana Boga za nogi".
Wielu uważa, że to choroba Hawkinga sprawiła, iż stał się on geniuszem fizyki teoretycznej - mózgiem uwięzionym w bezwładnym ciele, gdyż mógł tylko myśleć.
Wyimaginowany Rozmówca:
Trzeci Sektor czego?
Autorki (wiceprzewodniczące Zarządu Fundacji pomocy Matematykom i Informatykom Niesprawnym Ruchowo):
Pierwszy to instytucje państwowe i samorząd, drugi - biznes, trzeci - organizacje pozarządowe.
WR:
A Korczaki?
A:
Organizacje pozarządowe takie jak nasza Fundacja, nastawione na realizację celów społecznie użytecznych i zmuszone do nieustannego żebrania na te cele. Krótko mówiąc, Korczaki to społecznikowski styl i konieczność ciągłego żebrania przy braku wsparcia funduszami publicznymi.
WR:
Ubożuchny Dom Sierot na Krochmalnej w latach trzydziestych a Komputerowe Laboratorium Inwalidów Ruchu - KLABIR - w waszym lokalu na Twardej - gdzie tu jakieś podobieństwo? Macie doskonałe wyposażenie!
A:
KLABIR świadczy, że żebrzemy dobrze. Ale zawsze tylko na dziś, żadnej stabilizacji, żadnej możliwości planowania, efektywnego wykorzystania tego co jest zgromadzone. Żadnej perspektywy. Obłędna harówka parudziesięciu osób, pełnych lub częściowych wolontariuszy i stały brak gruntu pod nogami.
WR:
Porozmawiajmy spokojnie. Macie piękny lokal z niskim czynszem, połączony kablem z Internetem, salę kursową, administrujecie własnym węzłem internetowym, tworzycie liczący się serwis Internetu dla Niepełnosprawnych, macie uznane osiągnięcia w prowadzeniu kolejnych Warsztatów Aktywizacji Zawodowej Inwalidów Ruchu na własną modłę, opiekujecie się skutecznie dużą grupą szczególnie ciężko poszkodowanych ruchowo w domach, jesteście pionierami telepracy. Raz na rok odbywa się na waszą rzecz bal Informatyków. Macie wielu sponsorów, indywidualnych i spośród firm, głównie komputerowych. Wygłaszacie referaty na konferencjach. Współpracujecie jako partnerzy z takimi organizacjami jak United Way. Istniejecie już dziesiąty rok ... .
A:
To wszystko prawda, ale to tylko jedna strona medalu. Dochód z balu i dary pieniężne, razem około 75000 zł rocznie, to nasz jedyny mniej więcej pewny przychód. Nasze szkolenia są integracyjne, inwalidzi za darmo, pełnosprawni (na ogół bezrobotne kobiety) za skromną zapłatą, opłaca się z tego co najwyżej naszych niepełnosprawnych ruchowo wykładowców. A utrzymanie KLABIRu w pełnym ruchu, dofinansowywanie dojazdów i połączeń z Internetem naszych podopiecznych, pomoc w kompletowaniu sprzętu i oprogramowania, pomoc socjalna tam gdzie jest niezbędna - trudno opisać, jakim problemem jest zaspokojenie chociaż cząstki potrzeb środowiska niesprawnych ruchowo, w którym bieda niestety wzrasta, nie maleje!
WR:
Ale przecież stale wygrywacie w konkursach (z Funduszu PHARE, Fundacji Batorego, Fundacji Wspólna Droga), dostajecie granty na realizację swoich autorskich projektów.
A:
Tak, co najmniej połowa naszych wniosków znajduje uznanie w oczach organizatorów konkursów. Nieprzyjęte bywają na ogół wnioski o fundusze publiczne - na przykład cztery wnioski, pochwalone ale odrzucone kolejno przez WZPS, WOZiRON, gminę Centrum, PFRON. Projekty dają nam szanse trwania, ale jednocześnie przygotowywanie wniosków i realizacja tych przyjętych wysysa z nas wszystkie siły żywotne.
WR:
Tego nie rozumiem. Przecież to wasze własne projekty; ich realizacja powinna być dla Fundacji korzystna.
A:
Projekt musi być przygotowany tak, żeby się przebił. A organizator konkursu stawia zwykle niesłychanie twarde warunki. Maksymalne kwoty dofinansowania są raczej niewielkie, przy czym dużo - często około drugie tyle - wnioskodawca musi dołożyć sam. W dodatku musi udowodnić, że będzie miał z czego. Dlatego wnioski trzeba łączyć w "wianuszki klasztornych schodów", w których stawia się na lewym stopniu lewą nogę, niżej na prawym - prawą, itd. Dofinansowanie realizacji jednego wniosku przez instytucję "A" staje się argumentem przy składaniu następnego wniosku do organizacji "B" - i często udaje się nam jakoś to splatać. Ale realizacja takich splecionych ze sobą wniosków to chodzenie po linie. Wymagania co do sprawozdawczości są też po prostu szalone. A my przecież nie mamy żadnego zaplecza etatowego! Trzeba organizować pracę wolontariuszy i pół-wolontariuszy, w dodatku na ogół osób z ciężkimi niesprawnościami ruchowymi, pobytami w szpitalu i sanatorium, okresowymi załamaniami, pogorszeniem formy itd. Są to niewyobrażalne wyzwania organizacyjne. W dodatku opłacamy naszych realizatorów bardzo skromnie - ale dla wielu z nich są to bardzo ważne, przełomowe zarobki!
Drogi Wyimaginowany Rozmówco, obejrzyj, proszę, nasze sprawozdania z realizacji grantów, a zrozumiesz ile mrówczej pracy wymaga realizacja wszystkich tych dofinansowań telefonów i dojazdów, zakupu i instalacji modemu, dysku, drukarki itp.
WR:
(ogląda) Tak, te wnioski są niezmiernie ciekawe, ale niełatwe do sporządzania i realizacji, a sprawozdawczość rzeczywiście szalenie pracochłonna! I tak dużo tego robicie! Może za dużo bierzecie na siebie?
A:
Kiedy inaczej budżet Fundacji nie może się domknąć, a kolejnym wnioskom brakuje współsponsora. Możemy tylko biec do przodu, pod górę, z ciężarami, a z tyłu grunt obrywa się za biegnącym ... . Kiedyś serce stanie albo noga się powinie. Ale póki co ... .
WR:
To może powinniście nastawić się bardziej na szkolenia komercyjne?
A:
Czyli prowadzić jakby firmę szkoleniową. Co to miałoby wspólnego z aktywizacją społeczno-zawodową inwalidów ruchu, naszym statutowym celem i to celem, którego prócz nas chyba nikt dotąd sensownie w Polsce nie realizuje!
WR:
Ja jednak dalej nie rozumiem. Oglądałem raz w TV program o jakimś zakładzie terapii zajęciowej. Tam byli inwalidzi, którzy podobno zupełnie nie nadają się do pracy, tylko do takiej terapii zajęciowej: coś lepią, rysują ... . Lokal był pięknie wyposażony, duży personel (sami pełnosprawni), wszyscy oni na etatach płaconych przez Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. Terapeuci, obsługa ... . Za lokal też płacił PFRON. Czemu wy nie występujecie o takie fundusze?
A:
Niby dlaczego nie przekształcamy się w zakład terapii zajęciowej? To tak, jakbyś pytał lotnika, dlaczego nie chce być dozorcą w parku. Przecież nam chodzi o coś dokładnie przeciwnego niż terapia zajęciowa. Chodzi o normalną pracę na wolnym rynku opłacaną przez pracodawcę, a nie o pobyt w schowanku. Terapia zajęciowa może czasem być jedynym wyjściem, ale tylko dla niektórych schorzeń, dla pewnych grup. Nasi podopieczni są inteligentni i wykształceni, nie ma przeszkód innych niż bariery psychologiczne, architektoniczne i sprzętowe, by wykonywali normalną pracę. Chodzi o stworzenie odpowiednich warunków, by wózek inwalidzki i kule nie stanowiły o "gorszości" człowieka. Terapia zajęciowa marginalnie powinna istnieć, ale nie może być wysuwana na pierwsze miejsce! A praca dla niepełnosprawnych nie powinna być organizowana jak w Miłosierdziu gminy Konopnickiej.
WR:
Ale jeśli są pieniądze na tę terapię zajęciową i to przecież duże, bo takich zakładów jest podobno kilkaset, to przecież z pewnością PFRON da takie stosunkowo małe pieniądze na tę waszą działalność. Wolny rynek, Unia Europejska, nowoczesna rehabilitacja ... . Jeśli zdobywacie projekty z PHARE czy Batorego, to czemu nie z PFRONu? Już nie mówiąc o pokrywaniu kosztów szkolenia przez Wojewódzki Ośrodek Zatrudnienia i Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych czy przez Urząd Pracy, o to chyba najłatwiej. Albo, tym bardziej, przez gminy.
A:
Naiwny, naiwny WR. Nie, publicznych pieniędzy na takie inicjatywy jak nasza nie ma. Wnioski, nieustannie przez nas składane, albo pozostają bez odpowiedzi, albo otrzymujemy odpowiedzi odmowne, ociekające hipokryzją. Zła, archaiczna ustawa o rehabilitacji zawodowej i społecznej nie przewiduje rozwoju, nowoczesności. Pieniądze są na zastane formy zatrudnienia, na "inwalidzkie getta", a nie na nowoczesną, godną człowieka i kwalifikowaną pracą.
WR:
Tylko nie mówcie, że ktoś za tym stoi, bo to teoria spiskowa.
A:
Cóż, kiedy stoi. Tylko to nie jest sprawa polityki, a zwyczajnie walki o szmal. Szmal, którym PFRON rozporządza, praktycznie bez kontroli, na mocy wyjątkowo niedobrej ustawy o rehabilitacji zawodowej i społecznej osób niepełnosprawnych. PFRON działa jak pompa tłocząca szmal do zakładów pracy chronionej, warsztatów terapii zajęciowej, a także bardzo nielicznych, wybranych inwalidów, którzy "załapują się" na programy dofinansowujące ich rehabilitację. Biznes na inwalidzie to spiritus movens polskiego cudu gospodarczego.
WR:
Rzeczywiście, czytałem artykuł Solskiej w Polityce. To uważacie, że ona ma rację?
A:
Pewno, że tak. Tyle, że artykuł pojawił się w styczniu 99, a sprawa śmierdzi od 1991 roku. Ileż naszej energii poszło na próby zwrócenia na to uwagi opinii publicznej, parlamentarzystów, Rady Nadzorczej PFRONu, kolejnych Pełnomocników d/s Osób Niepełnosprawnych!
WR:
A dlaczego w mediach jest o tym głucho?
A:
Kiedyś w prasie pisano to na co zezwoliła cenzura, teraz pisze się o tym co się czytelnikom spodoba. A czytelnik lubi sobie poczytać o łapówkach i przestępstwach, a nie o tym, że jakiś urząd źle wykonuje swoje obowiązki, a Ustawa krzywdzi ludzi i umożliwia korupcję. Rozważania o braku odpowiedzialności nie są modne: ani to w dziesięciu przykazaniach, ani w siedmiu grzechach głównych. Owszem, przychodzą do nas dziennikarze, biorą materiały, rozmawiają z tymi inwalidami, którzy korzystają z KLABIRu. Ale wychodzi z tego nieodmiennie kolorowa kalkomania z tekstem pod tezę: trzeci sektor w Trzeciej RP trzyma się dzielnie. No bo na ulicy mniej barier, uśmiechnięci inwalidzi tańczą na wózkach na różnych Forach Instytucji Pozarządowych, demokracja sprawdza się kolejny raz. Dziennikarze bawią się gotowymi sztancami propagandowymi i nie potrafią zrozumieć, o co tym Korczakom chodzi. Przecież ich chwalą ... . Ustawy? Materiały statystyczne? Nie można wymagać od mediów, żeby wnikały tak głęboko! Jeszcze się komu narażą ... . No i piszą te swoje laurki.
WR:
Nie chcecie chyba powiedzieć, że teraz niepełnosprawnym żyje się gorzej niż np. w PRL. Wtedy nie mogli wyjść z domu lub byli zamknięci w spółdzielniach inwalidzkich i robili szczotki.
A:
Powtarzasz typowe półprawdy. Nie było dobrze kiedyś, nie jest dobrze dziś. Dzisiejszym inwalidom nie będzie lepiej od propagandowych sloganów na temat PRL. A teraz, od 1 stycznia 99, zrobiło się wręcz groźnie. Na inwalidów spadła dodatkowa odpłatność za leki, za udogodnienia medyczne, niezbędne do życia, są nawet kłopoty z zapisem inwalidy do lekarzy pierwszego kontaktu, gdyż są to pacjenci drodzy. W jednej z rozmów ze służbą zdrowia padło nawet zdanie o konieczności marginalizacji leczniczej niektórych grup. Czy wiesz, że zabezpieczenie urologiczne, "być albo nie być" dla bardzo wielu inwalidów, to wydatek rzędu 200 zł miesięcznie?
WR:
Te niskie renty to rzeczywiście problem, ale głównie chyba dla tych, którzy przepracowali tylko krótki okres. Jednak ci, którzy jakoś się zmobilizowali i mają tę wymaganą wysługę lat, mogą już z renty wyżyć, prawda?
A:
A właśnie ustawodawca polski zadbał o to, żeby sytuacja dużej grupy ciężko poszkodowanych inwalidów była w tym względzie beznadziejna. Posłuchaj: młody człowiek, któremu w orzeczeniu napisano "całkowita niezdolność do pracy i do samodzielnej egzystencji" pracował nieprzerwanie przez 5 lat. Zakład pracy zlikwidowano a on wystąpił o rentę. Otrzymał z ZUS odpowiedź odmowną z następującym uzasadnieniem (cytujemy):
Zgodnie z art. 32 ustawy z dnia 14.12.82 ze zmianami wprowadzonymi ustawą z dnia 28.06.96 prawo do renty z tytułu niezdolności do pracy uzależnione jest od spełnienia następujących warunków:Nie spełnia Pan trzeciego warunku, ponieważ całkowita niezdolność do pracy i niezdolność do samodzielnej egzystencji istnieje od urodzenia.
- istnienia niezdolności do pracy,
- udowodnienia w 10-leciu przed powstaniem niezdolności do pracy lub przed zgłoszeniem wniosku co najmniej 5 lat okresów składkowych uzupełnionych okresami nieskładkowymi w wymiarze nie większym niż 1/3 okresów składkowych,
- powstania niezdolności do pracy w czasie zatrudnienia albo nie później niż 18 m-cy od ustania zatrudnienia.
Wobec powyższego wniosek o rentę załatwia się decyzją odmowną.
Czyli według tych nowych przepisów: człowiek ciężko poszkodowany od urodzenia mimo przepracowania odpowiedniej liczby lat (ze składką ZUS) NIGDY NIE OTRZYMA WYPRACOWANEJ RENTY (najwyżej zasiłek socjalny, dziś to 316 zł tzw. renty socjalnej i 106 zł dodatku pielęgnacyjnego).
WR:
Nie mogę w to uwierzyć!
A:
Masz w ręku dokument odmowy. Odwołanie od niej leży od paru miesięcy w sądzie. Oby uznano, że to ZUS odmawiając dokonał nadinterpretacji przepisów! Ale tak czy inaczej - jak można było dopuścić do tak fatalnych sformułowań Ustawy. Paraliż prawa przy doskonałym samopoczuciu ustawodawców.
WR:
To pewnie ów brak poczucia odpowiedzialności. Prawników? Posłów?
A:
Przede wszystkim organów kontroli! Tych, co to "nie będą jedli wszystkich żab" bez względu na stopień draństwa. Nawet przy dzisiejszym stanie ustaw możnaby wiele zrobić, gdyby nie brak jakiegokolwiek progu kompromitacji. I tak leją się obok nas pieniądze publiczne, skandalicznie trwonione, a my jesteśmy zupełnie bezsilni.
WR:
Jeśli tak, to czemu nie zakończycie działalności? Przecież nie można aż tak się spalać. Sanacja musi przyjść z góry, to sprawa rządu, Sejmu, może jakichś wielkich organizacji pozarządowych, to sprawy, które was przerastają!
A:
Rozważaliśmy to wielokrotnie. Ciężar jest ponad siły. Ale mamy pod opieką socjalną i prawną sporą grupę ciężko poszkodowanych inwalidów, którzy bez nas stracą wszelkie oparcie. Na ośrodki pomocy społecznej jeszcze nie ma co liczyć, zresztą aktywizacja zawodowa to nie jest ich pierwszoplanowe zadanie. One naszych ludzi wspomogą najwyżej symbolicznie. Na przykład, Zarząd Miasta dał nam w 1998 roku 1750 zł (słownie: tysiąc siedemset pięćdziesiąt zł) na "akcję świąteczną", którą 30 osób, tych w najgorszych warunkach, rozliczyło następnie rachunkami ze sklepów spożywczych, średnio po 50 - 100 złotych ... . Tych ludzi nie możemy zostawić, chyba że grunt zarwie się pod nami.
WR:
Teraz rozumiem tę nazwę: Korczaki Trzeciego Sektora. Chodzi o odpowiedzialność za konkretną grupę osób w bardzo trudnych warunkach, nie tylko finansowych ale życiowych.
A:
No i za właściwie pomyślaną rehabilitację społeczną i zawodową inwalidów, opartą na pracy z komputerem i dostępie do Internetu, która ma teraz tak wielką szansę, grzebaną w Polsce przez partykularne interesy. Dlatego musimy trwać i żebrać.
WR:
A zleceń z tzw. organów publicznych dalej nie macie?
A:
Nie mamy. W grudniu 1998 po raz kolejny złożone zostały nasze wnioski do PFRONU, które po 2 miesiącach kazano nam "uszczegółowić". Wykonaliśmy tę niesłychanie żmudną pracę, złożyliśmy ponownie, czekamy. Nikt nie umie nam wskazać czy i kiedy otrzymamy jakąś odpowiedź.
WR:
No, ale w tej sprawie przygotowywany jest wielki przełom.
A:
Projekt ustawy o współpracy organów publicznych z organizacjami pozarządowymi?
WR:
Właśnie! Wszystko ma być zlecane organizacjom pozarządowym, także w dziedzinie rehabilitacji zawodowo-społecznej osób niepełnosprawnych. Więc dostaniecie stałe zlecenia i koszmar niestabilizacji finansowej się skończy.
A:
Gdybyż tak było! Dotąd stale oczekiwaliśmy, że sytuację uporządkuje ustawa. Czytaliśmy ten projekt, nawet go opiniowaliśmy i jak na razie miny nam zrzedły.
WR:
Przecież ta ustawa ma przede wszystkim dopomóc takim jak wy, pionierom działalności na rzecz celów społecznie użytecznych, kompetentnym, zasłużonym, wyposażonym własnymi staraniami ...
A:
O tym w projekcie ustawy nie ma nigdzie mowy. Różne Korczaki chyba nawet nie majaczą przed oczami autorów projektu. Projektodawca nie zadbał o to, żeby nowatorstwo, kompetencja i efektywność ekonomiczna organizacji pozarządowych mogły się w przyszłości przebić. Projekt zawiera bardzo dużo błędów, projektodawca rządowy doprawdy nie przyłożył się do pracy. Nie zdaje się odczuwać odpowiedzialności, że oto decyduje o losie działalności "Korczaków", bez której polska rzeczywistość może stać się ponura dla wielu grup społecznych. I że od tej ustawy mogłoby zależeć, czy korupcja w organach publicznych, zlecających zadania organizacjom pozarządowym (w tym wg. projektu, także związkom zawodowym i wyznaniowym) utrwali się jako powszechna praktyka.
P. S.
Opracowanie jest z marca 1999, dzisiaj mamy maj. Przetoczyła się przez Polskę dyskusja o §118 ustawy o finansach, który praktycznie uniemożliwiał dotowanie organizacji pozarządowych przez samorząd, czyli wiele z nich uśpił, jeśli nie zlikwidował. Nastąpiła sejmowa nowelizacja osławionego artykułu, rzecz się toczy "legislacyjnie", mija piąty miesiąc roku i nic praktycznie się nie dzieje.
Nasza Fundacja toczy z PFRON-em dyskusje na temat złożonych wniosków i dalej brak decyzji - na tak, na nie ale decyzji.
Ustawa o współpracy z organizacjami pozarządowymi pozostaje skrytykowanym projektem. Za to obrodziły różne konferencje, pokazy, seminaria, festyny. Taniec chochoła?
Pegazie, podaj mi skrzydła! Pefronie pomóż ... to nie tylko mój apel w imieniu pewnie wielu tysięcy niepełnosprawnych i ich rodzin.
Funkcji jaką pełni samochód w życiu niepełnosprawnych z dysfunkcją ruchu nie sposób przecenić. Każde wyjście z domu (bez samochodu) wiąże się z ogromnym stresem. Jak sobie poradzimy? jak daleko jest przystanek komunikacji miejskiej od domu i od miejsca gdzie się wybieramy itp.? Kto i jak nam pomoże? Jeśli poruszamy się wózkiem to już horror - nierówne chodniki, wysokie krawężniki czy polowanie na niskopodłogowy autobus. Taksówki miejskie niechętnie zabierają wózkowiczów, bo wózki nie mieszczą się w bagażniku przeciętnego samochodu. Taksówki wyspecjalizowane, takich firm jak TUS, istnieją tylko w niewielu miastach i jest ich o wiele za mało. Jeżdżą tylko od 6 rano do 22 i najbardziej lubią, gdy zamawia się je na 14 dni wcześniej.
Nie muszę tu chyba ironizować jak planowe i zorganizowane życie zmuszeni są prowadzić w tej sytuacji wszyscy korzystający z tego transportu. Każde nagłe wyjście z domu, choćby do lekarza, urasta do miary problemu i stresu tak dla niepełnosprawnego jak i jego opiekuna. A koszty? Koszty są właściwie zaporowe i powodują, że inwalidów mimo czteromilionowej rzeszy właściwie nie widać, a pojawienie się wózkowicza w miejscu publicznym wzbudza z trudem ukrywane zainteresowanie lub wręcz sensację. Znam to z autopsji. Nie może być jednak inaczej skoro TUS w obie strony kosztuje 18 zł, a taksówka średnio 40 zł, przy rentach 400 - 600 zł. W tej sytuacji niepełnosprawni rezygnują nie tylko z wyjść towarzyskich, ale z koniecznej rehabilitacji czy możliwości nauki i pracy. Z tym problemem boleśnie zetknęliśmy się w naszej fundacji, gdzie ogromną część środków przeznaczonych na szkolenia pochłonęła refundacja kosztów przejazdów. Bez tych zwrotów wielu zrezygnowałoby z kursów, a w konsekwencji nie podjęłoby pracy czy choćby prób uniezależnienia.
Rozwiązaniem tych problemów jest posiadanie samochodu. Mniej ważne jest w tej sytuacji czy niepełnosprawny prowadzi go sam, czy samochód prowadził będzie ktoś z rodziny. PFRON częściowo zrozumiał te problemy udzielając nieoprocentowanych kredytów na zakup samochodu. Program ten nazwano PEGAZ.
Długo i niecierpliwie oczekiwany program rozczarowuje jednak swoimi założeniami. Praktycznie dotyczy on tylko bardzo zamożnych rodzin inwalidzkich, choć jednym z warunków jest dochód na członka rodziny nie przekraczający średniej krajowej. Ta średnia krajowa to około 1500 zł, a kto się przynajmniej do niej zbliżył już może marzyć o własnych czterech kółkach. A dzieje się tak, na przykład, u niektórych nieźle sytuowanych - zwłaszcza z zarobkami poza kontrolą - wtedy gdy niska renta niepracującego inwalidy dostatecznie tę średnią w rodzinie zaniży. Natomiast dla rodzin biednych dotkliwym warunkiem programu PEGAZ jest wymóg pokrycia przez inwalidę 20% wartości kupowanego samochodu (podczas gdy jego cena nie może przekraczać 21600 zł). Wspomnieć także wypada, że biedniejsi muszą spodziewać się kłopotów ze znalezieniem odpowiednio zarabiających i chętnych żyrantów. Dla przeciętnej rodziny przy pięcioletnim okresie spłaty warunki te są bądź zaporowe, bądź będą powodować wegetację przez cały okres spłaty. Miesięczne koszty spłaty rat i utrzymania samochodu (ubezpieczenie, benzyna itp.) wyniosą ponad 500 zł, a to jest już pokaźna kwota w budżetach bardzo wielu niepełnosprawnych i ich rodzin.
Prawie pięć lat temu skorzystałem z programu "Premia dla aktywnych", który był chyba jedynym programem PFRON przyjaznym dla niepełnosprawnych. W ramach programu można było otrzymać 12 tys. zl kredytu na pięć lat. Kredyt ten też był nieoprocentowany, a 50% kredytu było umarzane na starcie. Miesięczne raty przy tych zasadach wynosiły tylko 125 zł. Za ten kredyt kupiłem malucha i komputer PC 486 z drukarką igłową. Sprzęt ten umożliwił mi przynajmniej częściowe usamodzielnienie się. Samochód pozwolił mi też na w miarę częste bywanie w Fundacji PMiINR na różnego rodzaju szkoleniach i spotkaniach. Mój koszt przejazdu do i z Fundacji do domu wynosi około 5 zł, TUSem - 18 zł, a taksówką - 22 zł (blisko mieszkam). Dojazd tzw. komunikacją miejską bez pomocy opiekuna byłby właściwie niemożliwy, a ja praktycznie zamknięty w domu.
Innym programem PFRONu, o którym tylko wspomnę, jest "Komputer dla Homera", skierowany do osób niewidomych i niedowidzących. Przy tym programie raty są rozłożone na 10 lat i choć koszty zakupu są o wiele mniejsze, nie jest wymagany wkład własny. To cieszy, ale sprzęt komputerowy starzeje się o wiele szybciej niż samochody i trzeba być ... Homerem.
Widzący i "sprawni" wózkowicze z utęsknieniem czekają na inny program, który pozwoliłby im na zakup komputera na podobnych warunkach jak w Homerze i niechby się nazywał "Komputer dla Hefajstosa".
Wywiad Fundacji Pomocy Matematykom i Informatykom Niesprawnym Ruchowo z dr inż. Lilianą Schwartz, współzałożycielką, dyrektorem i głównym projektantem firmy konsultingowo - projektowej POLPLAN, specjalizującej się w projektowaniu zgodnie z wymaganiami na rzecz osób niepełnosprawnych w zakresie architektury, urbanistyki, systemów transportowych i przepisów prawnych (przeprowadziła Elżbieta Pleszczyńska w lipcu 1998).
Fundacja:
Jest Pani ekspertem w sprawach związanych z zapewnieniem dostępności obiektów, urządzeń i przestrzeni publicznej niepełnosprawnym mieszkańcom - pieszym, pasażerom, kierowcom. W związku z wieloletnią ścisłą współpracą z instytucjami zagranicznymi oraz organizacjami europejskimi i międzynarodowymi posiada Pani aktualną wiedzę odnośnie przepisów, norm, wytycznych oraz najnowszych rozwiązań realizowanych z myślą o osobach niepełnosprawnych. Kiedy zainteresowała się Pani tymi zagadnieniami i jakie są Pani doświadczenia w działaniach na rzecz osób niepełnosprawnych?
Liliana Schwartz:
Zajęłam się tym problemem w 1979r. zainspirowana przez p. prof. Halinę Skibniewską, która już w latach 60-tych usiłowała projektować mieszkania dostosowane do wymagań osób poruszających się na wózkach inwalidzkich. W wyniku starań jej oraz ś.p. prof. Mariana Weissa w programie prac badawczych byłego Ministerstwa Administracji, Gospodarki Terenowej i Ochrony Środowiska znalazł się wówczas temat dotyczący rozpatrzenia potrzeby i celowości stosowania na ciągach i przejściach dla pieszych rozwiązań odpowiadających osobom niepełnosprawnym. I tak od 1979r. do 1990r. z wieloma długimi, nawet kilkuletnimi przerwami byłam koordynatorem i głównym autorem prac badawczych prototypowych rozwiązań pilotażowych, realizowanych w kolejnych Programach Resortowych, Rządowych oraz Urzędu Nauki, Postępu Technicznego i Wdrożeń. Niestety, wnioski z tych prac i opracowań, w ich wyniku wytyczne i poradniki dotyczące projektowania i realizacji budynków, ulic, chodników, przystanków, środków transportu, informacji, oznakowania, sygnalizacji ulicznej itd. zgodnie z potrzebami osób poruszających się na wózkach inwalidzkich, z uszkodzonym narządem wzroku i innych o ograniczonej sprawności ruchowej pozostały w formie maszynopisów w przepastnych szafach byłego Ministerstwa Administracji, Gospodarki Terenowej i Ochrony Środowiska; byłego Ministerstwa Komunikacji; Ministerstwa Zdrowia i Opieki Społecznej oraz Instytutu Gospodarki Przestrzennej i Komunalnej. Uważano, że są inne, ważniejsze zagadnienia niż likwidacja barier utrudniających osobom niepełnosprawnym samodzielne korzystanie z budynków i poruszanie się w mieście. Nie zniechęciło mnie to. Uważałam i uważam, że problem jest bardzo istotny. Od 8 lat jestem Przewodniczącą Normalizacyjnej Komisji Problemowej d/s Osób Niepełnosprawnych w Polskim Komitecie Normalizacyjnym. Od 1992r. jestem członkiem Komitetu Programowego Dorocznych Seminariów Planning Transport Research and Computation na temat Mobility, Transport, Accessibility for Elderly and Disabled Persons, a od 1995r. członkiem Grupy Roboczej Europejskiej Konferencji Ministrów Transportu, zajmującej się sprawami dostosowania przepisów prawnych, wytycznych, standardów do wymagań osób niepełnosprawnych fizycznie, sensorycznie i psychicznie. Od 1989r. uczestniczę w kolejnych, co 3 lata odbywających się w różnych krajach, międzynarodowych konferencjach na temat dostępności obiektów i poruszania się osób niepełnosprawnych. Bierze w nich udział ponad 300 uczestników reprezentujących kraje wszystkich kontynentów. Konferencje te są małym forum wymiany doświadczeń i poznania najnowszych rozwiązań stosowanych w różnych krajach. Zdobytą wiedzę wynikającą tak z kontaktów zagranicznych jak i własnych doświadczeń staram się przenosić na grunt polski, w czym pomagają mi współpracownicy POLPLAN-u.
F.:
Czy POLPLAN jest Pani pomysłem?
L. S.:
Tak. Powstał na podstawie doświadczeń poprzednich lat. Mimo, że temat został wywołany w końcu lat 70-tych i zaakceptowany przez ówczesnych decydentów, realizowano niewiele a prace naukowe i pilotażowe pozostawały na papierze. Dopiero na początku lat 90-tych, w wyniku licznych szerokich kontaktów zagranicznych, które stały się możliwe po przełomie w 1989r., okazało się jak wiele faktycznie projektuje się i wykonuje zagranicą z myślą o osobach niepełnosprawnych. Stopniowo zaczęła rosnąć w Polsce świadomość, że osoby takie są w każdym społeczeństwie, że jest ich coraz więcej i że chcą one żyć samodzielnie, zgodnie z ich własnymi predyspozycjami i możliwościami nie ograniczanymi działaniem innych ludzi - i to się zagranicą bierze pod uwagę. Działania tam nie są akcyjne, lecz systematyczne, poczynając od kompleksowych przepisów prawnych i obligatoryjnego ich stosowania a kończąc na podziale kompetencji i odpowiedzialności oraz na egzekwowaniu stosowania przepisów. Tak jest w Szwecji, Niemczech, Holandii i innych krajach Unii Europejskiej, a także w Czechach, na Węgrzech oraz w wielu krajach pozaeuropejskich - i to od dawna! POLPLAN powstał więc, żeby pomóc w patrzeniu na sprawy niepełnosprawnych bardziej konkretnie i we współdziałaniu z nową administracją państwową i samorządową. I także, żeby pomóc w sprawach związanych z realizacją idei integracji osób niepełnosprawnych ze społeczeństwem w sposób konkretny, w rzeczywistych, kompleksowych działaniach prawnych, technicznych - w projektowaniu, wykonawstwie - we współpracy z administracją państwową, lokalną, Pełnomocnikiem d/s Osób Niepełnosprawnych i Państwowym Funduszem Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. Działaniach, których celem jest stworzenie warunków pozwalających osobom niepełnosprawnym uczyć się, pracować, odpoczywać, uczestniczyć w życiu społecznym, politycznym.
F.:
I jak ta współpraca się ułożyła?
L. S.:
No - różnie. Bardzo dużo zależy od człowieka, a także świadomości i rozumienia problemów osób niepełnosprawnych. Zbyt często postrzegana jest w nas tylko potrzeba opieki i pomocy (skromnej!), a nie włączania osób niepełnosprawnych do normalnego życia. Na przykład praca - nadal próbuje się tworzyć specjalne zakłady pracy na wzór niegdysiejszych spółdzielni inwalidzkich; czyli pokutuje stare. Podobnie z nauką - wrzawa wokół sporadycznie powstających przedszkoli i szkół integracyjnych uważanych za wielkie osiągnięcie. Tymczasem dzieci i młodzież niepełnosprawna (o ile rzeczywiście nie jest konieczna nauka w szkołach specjalnych) powinna mieć zapewnioną możliwość nauki we wszystkich szkołach i wyższych uczelniach razem z innymi. Na szczęście do obecnego rozporządzenia MGPiB o warunkach technicznych jakim powinny odpowiadać budynki i ich otoczenie, nie został wprowadzony pomysł przeznaczania dla osób niepełnosprawnych mieszkań na parterach, zamiast powszechnego budowania dostosowanych lub łatwo adaptowalnych do ich wymagań mieszkań w dostępnych bez barier budynkach. To prawda, w 1993r. powstał rządowy program działań na rzecz osób niepełnosprawnych i ich integracji ze społeczeństwem, ale w gruncie rzeczy nie działał.
F.:
Tak, to były ogólniki i ozdobniki, za którymi nic nie stało... Co wobec tego robił Pełnomocnik d/s Osób Niepełnosprawnych i PFRON?
L. S.:
Usytuowanie Pełnomocnika w Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej nie jest szczęśliwym pomysłem, bo bardzo ogranicza jego działania na szczeblu rządowym. Jest samodzielny Pełnomocnik d/s Rodziny, a niepełnosprawni mają pełnomocnika bez jasno przypisanych kompetencji, odpowiedzialności i zasad działania. Gdyby był ministrem, miałby przypisaną sobie działkę budżetu. Przecież Państwo musi stwarzać warunki pełnoprawnego życia. Taki pełnomocnik byłby partnerem dla innych ministrów i czuwałby nad programami ministerstw (np. w sprawie akcyzy na samochody z wyposażeniem dla niepełnosprawnych kierowców, kredytów, ulg telefonicznych itp.). Tymczasem powołano fundusz celowy - czyli PFRON - i uznano, że załatwi on wszystko. Pieniądze PFRON pochodzą z przedsiębiorstw, które nie zatrudniają osób niepełnosprawnych, więc powinny być przeznaczane głównie na wspomaganie zatrudnienia tych osób - ale trudno mówić o zatrudnieniu, jeśli osoba niepełnosprawna praktycznie nie może normalnie funkcjonować, wyjść z domu, podjąć nauki, wykonywać codziennych domowych czynności, dojść lub dojechać do pracy, po prostu aktywnie żyć bez stałej pomocy innych ludzi. PFRON stał się wielką centralą i - mimo utworzenia oddziałów - jest zbyt daleko od ludzi! Zamiast stworzenia odpowiedniej polityki państwa, powierzono wszelkie decyzje bez ograniczeń maleńkiej grupce tworzącej Zarząd PFRON!!! I trudno się nawet dziwić, że ciągle wybuchają afery, że w atmosferze skandalu zmieniają się prezesi, a efekty są praktycznie żadne. Bez wielostronnej wizji polityki na rzecz Osoby Niepełnosprawnej, która musi mieć swoje odbicie w działaniach administracji państwowej i samorządowej, bez ukierunkowanego kształtowania świadomości społecznej - bez ustawy o niepełnosprawnych Polakach (na wzór The Americans with Disabilities Act - ADA) - nie dogonimy standardów świata, standardów Unii Europejskiej.
Osoba niepełnosprawna jest wg naszego prawa stale w roli petenta, który o wszystko musi sam zabiegać - a nic nie należy mu się zgodnie z przepisami czy wyrobionym obyczajem.
F.:
Co powinno być gwarantowane w dziedzinie którą Pani się zajmuje?
L. S.:
Muszą powstać odpowiednie ustawy i rozporządzenia wraz z systemem kontroli ich przestrzegania. Tymczasem wprowadzenie nawet najbardziej oczywistych zapisów w ustawie Prawo budowlane natrafiało na ogromne trudności. W 1994r. nowe Prawo budowlane przesłano z Sejmu do Senatu bez odpowiednich zapisów dotyczących zapewnienia dostępności obiektów budowlanych osobom niepełnosprawnym. I dopiero Senat, po energicznej akcji pani wicemarszałek Zofii Kuratowskiej, wprowadził poprawki, które ostatecznie znalazły się w tej ustawie. To oczywiście sam wierzchołek tego problemu. Chcę jednak powiedzieć, że porównując obecny stan prawny i realizacje tak budynków, jak ich otoczenia, czy też środki transportu publicznego z tymi sprzed kilku, a tym bardziej sprzed kilkunastu lat widzę korzystne zmiany z punktu widzenia uwzględniania interesów osób niepełnosprawnych.
F.:
A co Pani sądzi o ogłoszonych ostatnio przez PFRON "zasadach dofinansowywania ze środków PFRON likwidacji barier urbanistycznych i architektonicznych oraz w komunikowaniu się". Zdenerwował nas sposób, w jaki te zasady są podawane do wiadomości, ale do tego proponuję wrócić za chwilę. Udało się nam zdobyć po wielkich trudach jakąś wyrywkową wersję, w tym Załącznik nr 7 do Zasad, noszący tytuł "Wytyczne likwidacji barier urbanistyczno - architektonicznych finansowanych ze środków PFRON". Część ogólna tego załącznika jest autorstwa firm PARK z Bydgoszczy i właśnie POLPLAN-u!
L. S.:
Przeglądam ten załącznik, którym rozporządza Fundacja i widzę, że jest on fragmentem opracowania PARK-u i POLPLAN-u pt. "Zasady likwidacji barier urbanistycznych i architektonicznych. Etap I. Wytyczne tymczasowe", które zostało wykonane we wrześniu 1995r. na bardzo pilne zamówienie PFRON. Wytyczne owe miały obowiązywać tylko w IV kwartale 1995 roku...
F.:
!
L. S.:
... i miały stanowić doraźną pomoc dla PFRON w rozpatrzeniu zaległych wniosków złożonych tam przed 1995r. We wstępie do naszego opracowania napisaliśmy, że pełny zakres zagadnień związanych z likwidacją barier urbanistyczno-architektonicznych i zapobieganiem tworzeniu nowych zostanie ujęty w przyszłym pełnym opracowaniu "Zasad", w którym, poza koniecznym rozszerzeniem i uściśleniem zagadnień ujętych w "Wytycznych tymczasowych", zostaną jednoznacznie sformułowane inne pojęcia związane z całą tematyką, rozstrzygnięte kwestie podziału i zakresu odpowiedzialności i kompetencji oraz kontroli finansowo-merytorycznej, sprawozdawczości, obowiązków PFRON i warunków współpracy.
F.:
A więc praca stanowiąca tylko pierwszy etap większej całości i tylko do pomocy w sprawach doraźnych w IV kwartale 1995r. stała się po trzech latach bez żadnych uzupełnień załącznikiem do aktualnego programu likwidacji tych barier.
L. S.:
Sama jestem zdziwiona...
F.:
Ten fragment "Zasad", o którym mówimy dotyczy zasad dla osób prawnych. W nasze ręce trafił także fragment "Zasad i trybu postępowania w zakresie dofinansowania ze środków PFRON likwidacji barier urbanistyczno - architektonicznych i w komunikowaniu się w miejscu zamieszkania osoby niepełnosprawnej" razem z opracowanym przez PFRON "Katalogiem elementów likwidujących osobom niepełnosprawnym w miejscu zamieszkania bariery architektoniczne, urbanistyczne i w komunikowaniu się". Nawiasem mówiąc, jak można likwidować komuś bariery urbanistyczne w miejscu zamieszkania? Dać mu mieszkanie w innym mieście?
L. S.:
Rzeczywiście nie jest to jasne, ponieważ pod pojęciem miejsca zamieszkania można równie dobrze rozumieć tak mieszkanie jak dom, ulicę, dzielnicę, miasto, kraj. Bariery urbanistyczne to utrudnienia występujące w elementach zagospodarowania przestrzennego terenu tj. wynikające np. z ukształtowania ciągów pieszych, usytuowania przystanków transportu zbiorowego, dojazdu do posesji, kwartału zabudowy, przeznaczenia i usytuowania obiektu itd. Czytam natomiast, że w Katalogu wprowadzono określenie "bariery w obszarach zurbanizowanych", pod którym wymieniono utrudnienia wynikające z braku sygnalizacji dźwiękowej na przejściach dla pieszych, miejsc parkingowych dla samochodów osób niepełnosprawnych, z nierówności nawierzchni, różnic poziomów i krawężników. Nie są to bariery urbanistyczne w miejscu zamieszkania jak podano w tytule Katalogu PFRON.
F.:
Trzeci człon tej trójcy, bariery w komunikowaniu się, szczególnie interesuje naszą Fundację. Ale zanim do niego przejdziemy, poproszę o Pani uwagi do pozycji Katalogu odnoszących się do owych barier architektonicznych w miejscu zamieszkania ON, w zależności od rodzaju niesprawności.
L. S.:
Pierwsza generalna uwaga: wszystkie bariery architektoniczne wymienione w Katalogu dotyczą ułatwienia codziennych czynności wykonywanych w mieszkaniu i budynku. (Wspomnę tu o błędnym założeniu, że osoba niepełnosprawna może spodziewać się dofinansowania ze środków PFRON tylko przy zamianie mieszkania na parter, a nie na inne w budynku z dostępną windą). Poza likwidacją barier architektonicznych uwzględniono likwidację barier w komunikowaniu się, ale tylko w rozumieniu ułatwienia kontaktowania się między ludźmi w codziennych sprawach życiowych. Nie ma tu żadnego odniesienia do pracy, a w szczególności telepracy, którą osoba niepełnosprawna chciałaby i mogła wykonywać w swoim mieszkaniu gdyby miała odpowiednie wyposażenie.
F.:
I to wszystko wtedy, gdy we wszystkich rozwiniętych cywilizacyjnie krajach tak wiele się mówi o tworzeniu stanowisk pracy w domach. Pracy opartej na komputerach i nowoczesnej telełączności i to nie tylko dla osób niepełnosprawnych. I jak Pani już mówiła, na tworzenie warunków do pracy przede wszystkim powinny być zużywane środki PFRON. Tymczasem Katalog wymienia tylko "montaż telefonu i faksu". Najlepszy dowód, że PFRON w ogóle nie myśli kategoriami pracy osób niepełnosprawnych na otwartym rynku pracy. Elementy dyskryminacji w tym względzie są coraz wyraźniej akcentowane np. w projekcie Ustawy o rentach i emeryturach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych.
L. S.:
Tak. Zbyt mało myśli się o stworzeniu osobom niepełnosprawnym możliwości zatrudnienia na otwartym rynku pracy. Wiąże się to ze świadomością, że osoby te są bardzo słabo wykształcone. I to niestety jest prawda. Sprawa zatrudnienia to nie tylko stworzenie stanowiska pracy w zakładzie zatrudniającym lub w mieszkaniu osoby niepełnosprawnej. To także, a właściwie przede wszystkim, nauka w szkołach podstawowych, średnich, wyższych oraz podnoszenie kwalifikacji na różnych kursach i szkoleniach, aby osoby te nie musiały wykonywać tylko najprostszych czynności najsłabiej płatnych i w dodatku tylko w domu lub w zakładzie pracy chronionej. Bardzo ważne jest też umożliwienie wyjścia z domu i bezpiecznego, samodzielnego poruszania się w mieście. Wykształcenie i swoboda poruszania się pieszo i środkami transportu to podstawowe warunki, które muszą być spełnione, aby osoby niepełnosprawne były zatrudniane nie "z łaski" lub dla korzyści pracodawców, ale dla podniesienia standardu swojego życia i z pożytkiem dla społeczeństwa.
Drugą formą pracy jaką powinny mieć umożliwioną osoby niepełnosprawne jest telepraca wykonywana coraz powszechniej w innych krajach przez ludzi różnych zawodów i to nie tylko niepełnosprawnych. I na urządzenia umożliwiające jej wykonywanie PFRON winien przeznaczać swoje środki w ramach likwidacji barier. Oczywiście na wniosek zainteresowanego. Urządzenia te muszą znaleźć się w "Katalogu".
F.:
W "Katalogu" oprócz rzeczy bardzo kosztownych są też inne nie wymagające dużych nakładów finansowych. Co za groch z kapustą. Wniosek do wypełnienia jest koszmarny - co za obciążenie wnioskującego. A przecież pewnie nie więcej niż 5% wniosków ma szansą na realizację.
L. S.:
Według naszej koncepcji starania o te drogie zadania inwestycyjne urbanistyczno - architektoniczne miały być dwuetapowe. Na podstawie złożonego wniosku, w zależności od kwoty, na którą on opiewa, proponowaliśmy określenie warunków dofinansowania w drodze pisemnego przyrzeczenia lub umowy przedwstępnej - przyrzeczenie finansowania. Zawarcie takiej umowy stanowiłoby gwarancję dla wnioskodawcy zabezpieczenia kwoty na zadanie inwestycyjne z jednoczesnym zobowiązaniem wnioskodawcy do spełnienia określonych warunków, umożliwiających podpisanie umowy i rozpoczęcie na tej podstawie finansowania i rozliczania. Umowa przedwstępna byłaby podstawą do finansowania ze środków PFRON fazy przygotowawczej np.inwentaryzacji, podkładów geodezyjno - wysokościowych, projektów itp. a także do refundacji kosztów poniesionych przez wnioskodawcę na opracowanie wniosku i koncepcji. Inną sprawą jest brak jasności i jawności procesu opiniowania wniosków i przyznawania dofinansowania. Jest to powodem nieufności i podejrzeń co do właściwości kierowania pieniędzy PFRON.
F.:
Dziękuję bardzo, że znalazła Pani dla nas tyle czasu.
Warsztaty Aktywizacji Zawodowej
weszły już trwale do kalendarium szkoleniowego Fundacji PMiINR. W maju 99 "rusza" już V i VI Warsztat, a wymyśliłyśmy je w 1997 roku. To sprzężenie nauki zastosowań informatyki z kursem aktywizacji zawodowej i "grupą wsparcia" zdało egzamin. Kandydatów kierują przede wszystkim ośrodki pomocy społecznej, ale też zgłaszają się dzięki artykułom w prasie. Mamy ich zwykle zbyt wielu i ze zbyt dużym zróżnicowaniem schorzeń i wykształcenia.
Na przyszłość kwalifikować możemy osoby:
Organizujemy szkolenie informatyczne na dwóch poziomach. Pozwoliło to na zwiększenie zakładanej początkowo ilości godzin dla każdej z grup. Na poziomie podstawowym program obejmuje 116 godzin szkolenia: podstawy obsługi komputera, system Windows 95, edytor Word 7 PL, arkusz kalkulacyjny Excel 7 PL, obsługę poczty elektronicznej, elementy grafiki komputerowej. Jest to program autorski prowadzących. Zamierzamy wzbogacić go o blok zajęć z zakresu obsługi bazy danych. Nasi wykładowcy na tym poziomie, podopieczni Fundacji, wyrośli z pierwszych Warsztatów. Są naprawdę dobrzy, nie szczędzą wysiłku i czasu, by jak najlepiej przygotować grupę do pracy i zaprzyjaźnić się z nią.
Na drugim poziomie program obejmuje obsługę i pracę w sieci Internet oraz przygotowanie do telepracy. Zajęcia prowadził dotąd dr Jarosław Kosiaty, który jest urodzonym pedagogiem. Program szkolenia obejmowuje przypomnienie zasadniczych wiadomości o obsłudze komputera i programach operacyjnych, grafikę prezentacyjną MS Power Point, wprowadzenie do pracy w sieci Internet i podstawowe usługi Internetu, wyszukiwanie i zachowywanie informacji z Internetu, zasady tworzenia serwisów internetowych oraz tworzenie własnych stron i serwisów WWW. W ramach zajęć internetowych opracowane były strony WWW organizacji pozarządowych (obecnie już 30 - zapraszamy do naszego serwera). Uczestnicy kursu internetowego, którzy posiadają sprzęt komputerowy, otrzymali z Fundacji modemy i bezpłatne konto internetowe (program współsponsorowany przez Fundację Stefana Batorego). Niestety, nie dotyczy to wszystkich, brakuje sprzętu, nie ma szans na jego zakup, brak PFRON-owskiego programu "Komputer dla Hefajstosa" (co kąśliwie komentuje Paweł Karmański na str. 38).
Równolegle z nauką kursanci uczestniczą w "grupie wsparcia". Prowadzona jest przez dwóch psychologów w formie zajęć grupowych oraz terapii i rozmów indywidualnych. Organizowane jest także seminarium z prawa pracy, pokazy ćwiczeń rehabilitacyjnych, spotkania z pracodawcami, spotkania z przedstawicielami Biura Orzecznictwa do spraw Niepełnosprawnych, spotkania z niepełnosprawnymi ludźmi sukcesu.
Fundacja zorganizowała wspólnie z Komitetem Rehabilitacyjnym PAN seminarium, na którym referaty wygłosili: Agnieszka Żarnecka, Małgorzata Rupar, Jarosław Kosiaty. Materiały ilustracyjne oraz obsługę seminarium zapewniali uczestnicy Warszatatu.
Uczestnicy WAZ brali udział w konkursach wewnętrznych Fundacji (sponsorowanych w ramach grantu z Fundacji Stefana Batorego). Autorski projekt WAZ zgłoszony został do Kapituły nagrody Wisławy Szymborskiej. Opiniowany był przede wszystkim przez uczestników Warsztatu. Uzyskał nominację, niestety nie nagrodę. Fundacja od dłuższego czasu opiniuje i punktuje projekty aktów prawnych dotyczących osób niepełnosprawnych i organizacji pozarządowych, aktualnie uczestniczą w tym słuchacze z Warsztatu i członkowie Klubu Poradnictwa i Pośrednictwa Pracy.
Uczestnicy WAZ brali udział we wspólnych wyjściach na czwartkowe koncerty Młodej Filharmonii, organizowali uroczyste wspólne, składkowe spotkania jak wigilia, walentynki, kominki. Zorganizowano spotkanie z Dyrektorem Ogólnokształcącego Liceum Integracyjnego w Warszawie. W wyniku tego spotkania naukę w liceum podjęło 3 osoby, do matury przygotowuje się 3 osoby (jedna z nich zdała ją w styczniu 1999r), oraz dwie osoby, które były uczestnikami projektu w 1997 roku. Podjęła naukę w I klasie osoba zakwalifikowana niegdyś do szkoły specjalnej jako umysłowo upośledzona,
Uczestnicy brali aktywny udział w pracach Fundacji. Zdołali zaprzyjaźnić się z wieloma dawnymi podopiecznymi. Spotykali się z przedstawicielami mediów (TVP I i II, WOT, POLSAT, I Program PR, Radio BIS, Gazeta Wyborcza, prasa komputerowa).
W ubiegłym roku była to grupa pełna inicjatywy, ale też trudna i niejednorodna. Konieczna była indywidualna terapia tam gdzie stwierdzono alkoholizm, przemoc w domu czy zbyt daleko posuniętą nadopiekuńczość rodziny. Niestety, na wyrównanie tych i wielu innych problemów czas trwania Warsztatu jest zbyt krótki, a środki finansowe nie pozwalają na organizację terapii rodzinnej z prawdziwego zdarzenia. Coraz bardziej wydaje się, że właśnie terapia rodzinna dla rodzin młodych osób niepełnosprawnych powinna być przedmiotem odrębnego programu. Tylko czy w naszej Fundacji?
Pilotażowo przeprowadzono zajęcia z aktywizacji zawodowej wg.autorskiego programu opracowanego u nas (40 godzin - trening psychologiczny zachowań interpersonalnych, rola poznania samego siebie w świadomym kształtowaniu własnych zachowań i odpowiednim wyborze stanowiska pracy, teoretyczne podstawy i metody Disc, pomiar stylu zachowań, analiza profilu osobowości, status prawny osoby niepełnosprawnej bezrobotnej, jak pisać CV, jak szukać pracy, samozatrudnianie. Mimo tych działań trudno jest pokonać wyuczone podstawy "jestem niepełnosprawny, więc mnie się należy", lub "jestem niepełnosprawny, więc gorszy". Znaczna część zajęć podstawowych i zajęć wakacyjnych organizowana jest jako wolontariat.
Zmiany w ustawodawstwie, w stosunku do osób niepełnosprawnych przyniosły jeszcze gorszą niż w latach poprzednich sytuację na rynku pracy. Na stałe pracuje ok. 40% absolwentów, pozostali jeśli nie trafią do zakładów pracy chronionej mogą wykonywać jedynie prace dorywcze i takie staramy się im zapewnić. Jest to wynik zmian w orzecznictwie pracy.
Może jedną z najciekawszych i utrwaloną już formą są zajęcia plastyczne (w tym także zwiedzanie wystaw i muzeów) prowadzone przez artystę plastyka, matkę niepełnosprawnego dziecka. Jednak za najbardziej efektywną formę wolontariatu uważamy tę, która wyrosła z naszego programu: uczestnicy poprzednich warsztatów zabierają nowicjuszy na wycieczki, wciągają do oazowych wspólnot, pokazują możliwości wstania z wózka lub zwiedzenia fundacyjnej antresoli itp.
Nadal działają telefony zaufania powołane do życia w ubiegłorocznym projekcie. Są to przede wszystkim telefony do psychologów oraz dotyczące prawa, rehabilitacji i pracy. Tracą one stopniowo charakter poradnictwa, a nabierają charakteru interwencji. Np. w sprawach pracy pięć osób w stosunku do dwóch instytucji złożyło sprawę w sądzie pracy. Mamy także przypadki sądowej interwencji w sprawie renty. Trudno opisać różnorodność tematyki rozmów w tych telefonach zaufania, ale konieczność interwencji, a więc łańcuszka telefonów pociąga za sobą spore koszty, a co za tym idzie, czasem konieczność ich refundacji.
Z programem warsztatu wystąpiliśmy w 1998 roku do Gminy Warszawa-Centrum - po sześciomiesięcznym okresie oczekiwania dostaliśmy odpowiedź odmowną i informację, że projekt nasz skierowali do Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych, który - cytujemy - "finansuje warsztaty terapii zajęciowej". Nasi respondenci nie zauważyli, że nasz Warsztat Aktywizacji Zawodowej nie jest warsztatem terapii zajęciowej, uczestniczą w nim ludzie, którzy mogą i chcą pracować. Po sprawdzeniu okazało się, że gmina skierowała do PFRON jedynie pismo przewodnie, nie przesyłając samego projektu. To niestety jeszcze jedna ilustracja, jak organizacje pozarządowe są partnerami samorządu. Kierowaliśmy także propozycję dofinansowania warsztatu do:
Zajęcia IV Warsztatu Aktywizacji Zawodowej zakończyły się w kwietniu 99; V WAZ rozpoczyna zajęcia 6 maja 99 (sponsor Fundacja "Wspólna Droga", która nadała nam status organizacji partnerskiej), VI WAZ (półroczny) rozpocznie zajęcia z końcem maja 99 (sponsor Microsoft). W związku z osławionym już paragrafem 118 Ustawy o Finansach Publicznych wątpliwe jest otrzymanie w 1999 roku środków na program z Samorządów gmin warszawskich, mimo iż takie rozmowy już się odbywają i samorządy wypowiadają się pozytywnie.
Dzięki dotychczasowym dwóm dotacjom 65 osób otrzymało nowoczesne przygotowanie zawodowe; a 80% z nich dysponuje sprzętem komputerowym oraz oprogramowaniem wypożyczonym Fundacji przez firmę Micorsoft. 70-80% pracuje, z tego 40% na stałe, pozostali na zlecenie. Zasadniczo poprawiło się funkcjonowanie społeczne większości tej grupy. Są związani z Fundacją, aktywni w dziedzinach pomocowych, w pełni rozumieją nasze hasło "Pomoc i samopomoc - sprzężenie zwrotne". Tym, którzy nie mogą podjąć pracy staramy się zapewnić ją przy realizacji grantów w Fundacji. Wszystko to pozwala nam rekomendować WAZ jako jedną z ciekawszych form aktywizacji zawodowej i to, jak wykazała już praktyka, formę wysoce efektywną.
Klub Poradnictwa i Pośrednictwa Pracy
Spotkania Klubu odbywają się raz w miesiącu. Przeciętnie w spotkaniach uczestniczy grupa 30-40 osób (ze względu na warunki lokalowe Fundacji część spotkań odbywa się w sali konferencyjnej budynku Instytutu PAN przy ul. Twardej na IV piętrze (sala i jej zaplecze dostosowane są do potrzeb osób niepełnosprawnych i użyczane są bezpłatnie).
Tematyka spotkań jest bardzo zróżnicowana, bogata, głównie jednak dotyczy problemu pracy, począwszy od etosu pracy, przez przepisy prawne, metody alternatywnego poszukiwania, po analizę rynku pracy, sytuacji w poszczególnych zakładach, w których pracują osoby niepełnosprawne, punktowanie przypadków trudnych i spornych.
Zarobki części osób niepełnosprawnych, które nie zawiesiły renty (a jest ich większość) są limitowane i zróżnicowane odgórnie. Przy rencie z tytułu niezdolności do pracy są to zarobki, których wysokość kwartalnie ustala ZUS. Przy tzw. rencie socjalnej, która aktualnie wynosi 420 zł (łącznie z zasiłkiem pielęgnacyjnym), jedynie do tej wysokości. W tej przedziwnej sytuacji limitowania i różnicowania tudzież zakazu pracy etatowej dla grupy najciężej poszkodowanych poza zakładami pracy chronionej nagminna zaczyna być praktyka różnych gratyfikacji, a także zapłaty osobno na liście płac (czyli z podatkiem i ZUS) i osobno do ręki (w skrajnym zgłoszonym nam przypadku płaca na liście opiewała na 600 zł miesięcznie, a z tym co "do ręki" było łącznie 2600 zł). Ponadto wprowadza się bony zakupowe, zwroty kosztów dojazdów, zwroty kosztów ubrań wymaganych w pracy itp., itd. Pomysłowość gratyfikacji jest naprawdę duża. Nie jest sprawą Fundacji walka z szarą strefą, choć trzeba osobom poddawanym takim praktykom pokazać ich nienormalność i niemoralność, a także skutki dla kiesy państwowej. Niezbędne jest też zahamowanie euforii przez wskazanie, że niejawne części zarobków w konsekwencji obniżają tym pracobiorcom wypracowywaną rentę.
Osoby pracujące na tak działającym rynku pracy trzeba wyposażyć w niezłą znajomość prawa pracy i dodatkowo w znajomość przepisów prawnych dotyczących osób niepełnosprawnych. Jak wielokrotnie już wspominaliśmy, te ostatnie są wyjątkowo złe i chyba odbiegające od norm europejskich. Obowiązkiem Fundacji jest zwracanie na to uwagi zarówno podmiotom tych przepisów jak i decydentom i ustawodawcom. Odnośny list powstały w Klubie został szeroko rozpropagowany (jak dotąd bez skutku) zarówno poprzez przesłanie do wybranych adresatów, jak i publikację w witrynie Internetu dla Niepełnosprawnych oraz przez informowanie mediów. W witrynie publikowane jest też compendium prawne dla osób niepełnosprawnych, z naszymi komentarzami.
Prócz starań o pogłębienie wiedzy prawnej pod egidą Klubu prowadzone były konkretne interwencje w sprawach niewłaściwej interpretacji prawnej. Poważniejszych tego typu spraw było ostatnio 16, z tego 12 skończyło się ugodą a 4 są obecnie w sądzie. Natomiast poradnictwo z tego zakresu dotyczyło 82 osób. Również w sądzie pracy jest sprawa renty dla osoby wg. orzeczenia niezdolnej do pracy, która przepracowała 5 lat i nie przyznano jej renty, gdyż inwalidztwo powstało w dzieciństwie (o tym szerzej w opracowaniu Korczaki III sektora, str. 28).
Przedstawione tutaj problemy są wycinkami rzeczywistości, jest ich na co dzień bardzo wiele. Pomocą służy nam co najmniej 3 pracowników wolontariuszy. Zaprzestanie prowadzenia tych spraw: trudnych, bolesnych i niejednoznacznych moralnie jest po prostu niemożliwe, gdyż mniejszość osób niepełnosprawnych jest po prostu grupą wyzyskiwaną.
W czasie spotkań klubowych działała grupa wzajemnego wsparcia, realizowany był program aktywizacji zawodowej, prowadzono w miarę potrzeb terapię indywidualną, prowadzone były konsultacje specjalistów w dziedzinie prawa, orzecznictwa inwalidzkiego i tematyki medycznej, organizowano duże, składkowe spotkania towarzyskie jak wigilia czy andrzejki lub walentynki i mniejsze tematyczne kominki.
Zorganizowano też 4 grupy szkoleniowe dla poznania programów komputerowych firm zlecających pracę. Objęto nimi 52 osoby. W styczniu 1999 roku rozpoczęliśmy szkolenie w programie Płatnik prowadzone przez wolontariuszkę. Chodzi nam o przygotowanie grupy 30-40 osób i zorganizowanie z nimi w Fundacji (która przyjmie rolę zleceniobiorcy i zapewni nadzór merytoryczny) punktu obsługi małych firm. Wydaje się, że może to zapewnić strumyczek dopływu zleceń pracy dla osób niepełnosprawnych.
Przez cały czas prowadzone jest poradnictwo pracy etatowej: przed jej podjęciem, w czasie trwania, w okresie rozwiązywania umowy o pracę. Jest to duże przedsięwzięcie, gdyż zaczyna się od wyszukania (wspólnego z klubowiczami) oferty pracy, analizę oferty i dostosowanie jej do indywidualnych możliwości, nadzorowanie wstępnych rozmów, monitoring przebiegu pracy i ewentualne mediacje w zakładach pracy.
Natomiast zlecenia pracy stanowią jedyną możliwą formę dorabiania dla dużej grupy osób. Dorabianie jest koniecznością wręcz dramatyczną, bo jak przy rencie 420 zł żyć, wykonać wszelkie niezbędne opłaty i jeszcze za zaopatrzenie urologiczne zapłacić 200 zł miesięcznie (wprowadzono właśnie 50% odpłatność)? Decydenci zasłaniają się stwierdzeniem, że wszyscy potrzebujący powinni zwrazać się do pomocy społecznej. Jest to jednak rada niewykonalna, gdyż przy rencie 420 zł zasiłek z pomocy społecznej po prostu już nie przysługuje, a zresztą polskie struktury pomocy społecznej nie są ani dostatecznie zasobne, ani na tyle wyposażone w wiedzę o niepełnosprawności, by się z tą problematyką uporać.
Rok 1998 to także pierwsze jaskółki w organizacji telepracy. Co prawda polski pracodawca jeszcze nie lubi zdalnego pracownika, ale odnotowujemy pierwsze stałe zlecenia (np. PWN: serwis słowników i encyklopedii multimedialnych, Microsoft: tłumaczenia tekstów informatycznych). Prezentowaliśmy ideę telepracy na 2 konferencjach w Polsce i przygotowaliśmy materiały na konferencję w Düsseldorfie. W Witrynie Internetu dla Niepełnosprawnych działa giełda zleceń. Spotkania z pracodawcami odbywają się podczas comiesięcznych spotkań Klubu.
Ważną rolą Klubu jest informacja i to zarówno ta elektroniczna jak i konwencjonalna. Dotyczy ona właściwie wszystkich aspektów życia osób niepełnosprawnych, poczynając od nauki, wypoczynku (np. informacja o zmianie zasad finansowania turnusów rehabilitacyjnych), leczenia (telekonsultacje za pośrednictwem programu Medykon w Internecie dla Niepełnosprawnych), przez pracę, orzecznictwo rentowe i pozarentowe, sprawy rodzinne, socjalne i wszelkie inne.
W 1998 roku trwały przygotowania do profesjonalizacji pracy Klubu, do stopniowego przekształcania go w profesjonalną agencję pracy dla osób niepełnosprawnych ruchowo (i nie tylko) z wykorzystaniem Internetu. W tym celu zaprezentowano Klub na I Międzynarodowych Targach Pracy i Firm Szkoleniowych - ExpoTraining 98. Od organizatorów Targów firmy Limmes Center uzyskaliśmy bezpłatnie stoisko, informację w Katalogu Targów i czas na półgodzinną prezentację. W wyniku targów wpłynęło nieco ciekawych ofert pracy, uzyskaliśmy też możliwość bezpłatnego szkolenia z zakresu prac agencji doradztwa personalnego. Szkolenie to będzie zrealizowane w II kwartale 1999 roku. Otrzymujemy bezpłatnie materiały informacyjne i szkoleniowe oraz zaproszenie do prezentacji naszej pracy na podobnych targach regionalnych (z zaproszeń tych niestety, z przyczyn finansowych (dojazd, hotel) skorzystać nie możemy, przesyłamy jedynie materiały informacyjne). Otrzymaliśmy również zaproszenie do współorganizacji we wrześniu 99 ogólnopolskiej konferencji na temat pracy osób niepełnosprawnych.
Spektakularnym wynikiem działań Klubu jest podjęcie przez grupę uczestników WAZ i podopiecznych Fundacji nauki w szkole średniej. Dotyczy to 10 osób w różnych klasach. Została zorganizowana wzajemna pomoc, douczanie z zakresu matematyki, języka rosyjskiego i języka polskiego (tu również via poczta elektroniczna tytułem próby).
Na obrzeżu Klubu, dzięki poradom, pomocy w redagowaniu statutu, użyczeniu lokalu na spotkania, powstały cztery nowe organizacje pozarządowe, a mianowicie:
Ponadto jako profilaktyka przeciwko przyszłej niepełnosprawności przy naszej pomocy powstało również Stowarzyszenie Pomocy Osobom z Problemami Emocjonalnymi SPOZA Klub.
Klub stał się zaczynem działań korzystnych i niezbędnych dla środowiska osób niesprawnych ruchowo, a jego formuła okazała się bardzo pojemna.
|
|
|
|